Agnieszka przez chwilę milczała.
Potem westchnęła z irytacją.
— Zawsze musisz wszystko tak dramatyzować?
Teresa pokręciła głową.
— Nie.
— Ja tylko zaczęłam słyszeć, co naprawdę mówisz.
— Powiedziałaś, że nie powinnam budować sobie „pięknej starości”.
— I co w tym takiego?
— Bardzo dużo.
Agnieszka usiadła.
— Mamo, po prostu uważam, że rodzina jest ważniejsza niż kolejne wyjazdy.
— A ja jestem częścią tej rodziny?
— Oczywiście.
— To dlaczego moje potrzeby zawsze są na końcu?
Córka odwróciła wzrok.
Teresa mówiła dalej.
— Kiedy wam pomagam, jestem rozsądna.
— Kiedy opłacam wnukom coś dodatkowego, jestem kochającą babcią.
— Kiedy zostaję z dziećmi, jestem potrzebna.
— Ale kiedy jadę gdzieś sama, nagle jestem egoistką.
Agnieszka skrzyżowała ręce.
— Nikt nie powiedział „egoistka”.
— Nie musiałaś.
— Wystarczyło powiedzieć, że powinnam myśleć o was zamiast o sobie.
W pokoju zrobiło się cicho.
Po chwili Agnieszka powiedziała:
— Boję się, że kiedyś wydasz wszystko.
Teresa spojrzała na nią spokojnie.
— Wszystko?
— Czyli jednak chodzi o pieniądze.
— Nie tylko.
— To o co jeszcze?
Córka zamilkła.
Teresa mówiła dalej.
— Mam emeryturę.
— Mam oszczędności.
— Mam mieszkanie.
— Mam zabezpieczenie.
— Nie wydaję nierozsądnie.
— Po prostu podróżuję.
— Pierwszy raz w życiu bez pytania kogokolwiek o zgodę.
Agnieszka spuściła wzrok.
— Po prostu trudno mi to zrozumieć.
— Co dokładnie?
— Że teraz chcesz tak dużo dla siebie.
Teresa uśmiechnęła się smutno.
— Właśnie dlatego.
— Bo przez czterdzieści lat większość mojego życia była dla innych.
— Dla was.
— Dla domu.
— Dla pracy.
— Dla rodziny.
— I teraz mam jeszcze przeprosić, że zostało mi trochę czasu dla siebie?
Agnieszka nic nie odpowiedziała.
Teresa mówiła dalej.
— Ja nie chcę „ładnie się zestarzeć”.
— Ja chcę żyć.
— Pojechać tam, gdzie zawsze chciałam.
— Zobaczyć morze zimą.
— Wstać rano i nie zastanawiać się, komu jestem coś winna.
Córka przetarła twarz dłonią.
— Nie wiedziałam, że tak się czujesz.
— Bo nigdy nie pytałaś.
— Zawsze zakładałaś, że moje wolne oznacza twoją pomoc.
— Moje oszczędności oznaczają rodzinne zabezpieczenie.
— Moja starość oznacza siedzenie blisko.
Agnieszka poczuła wstyd.
— To brzmi strasznie.
— Bo trochę takie było.
Po chwili córka powiedziała:
— Przepraszam.
Teresa spojrzała na nią.
— Za co?
— Za to, że mówiłam o twoich wyjazdach, jakby były czymś głupim.
— I za to, że chyba faktycznie bardziej myślałam o tym, co mogłabyś zrobić dla nas.
Teresa skinęła głową.
— Dziękuję.
Agnieszka odetchnęła.
— To gdzie teraz jedziesz?
Teresa uśmiechnęła się.
— Do Portugalii.
Córka pierwszy raz tego dnia uśmiechnęła się naprawdę.
— Sama?
— Z koleżanką.
— Na długo?
— Dziesięć dni.
Agnieszka pokiwała głową.
— To przywieź mi tylko jedno.
Teresa zmarszczyła brwi.
— Co?
— Zdjęcie, na którym naprawdę jesteś szczęśliwa.
Teresa roześmiała się.
I może właśnie od tego zaczęła się zmiana.
Nie od pieniędzy.
Nie od wyjazdu.
Tylko od tego, że córka wreszcie zobaczyła w niej nie przyszłą pomoc, nie babcię na telefon i nie rodzinne zabezpieczenie.
Tylko kobietę, która nadal ma własne życie.