Karolina przez chwilę milczała.
Potem odsunęła krzesło.
— To jest naprawdę przykre.
Elżbieta pokręciła głową.
— Dla mnie też.
— Jak możesz porównywać własne wnuki do pracy niani?
— Nie porównuję wnuków.
— Porównuję sposób, w jaki ty traktujesz mój czas.
Karolina skrzyżowała ręce.
— Zawsze mówiłaś, że lubisz z nimi być.
— Lubię.
— Bardzo.
— Ale to nie znaczy, że jestem dostępna zawsze, kiedy ty zdecydujesz.
Córka prychnęła.
— Rodzice pomagają dzieciom.
— Tak.
— Pomagają.
— Nie są wpisywani do grafiku bez pytania.
W pokoju zapadła cisza.
Elżbieta mówiła dalej.
— W zeszłym miesiącu zostałam z dziećmi trzy razy.
— Dwa razy dowiedziałam się dzień wcześniej.
— Raz tego samego dnia.
— Za każdym razem odwołałam swoje plany.
Karolina spuściła wzrok.
— Bo wiedziałam, że pomożesz.
— Właśnie.
— Wiedziałaś.
— Nie pytałaś.
— To różnica.
Karolina westchnęła.
— To co mam teraz zrobić?
— Znaleźć opiekę.
— Poprosić ich ojca, żeby zmienił plany.
— Zapytać kogoś.
— Albo zrezygnować z wyjścia.
Karolina uniosła brwi.
— Łatwo ci mówić.
Elżbieta spojrzała na nią spokojnie.
— Nie.
— Po prostu pierwszy raz nie chcę, żeby rozwiązaniem każdego problemu było moje życie.
To zdanie uciszyło córkę.
Po chwili Karolina zapytała:
— Czyli już w ogóle nie będziesz pomagać?
Elżbieta pokręciła głową.
— Oczywiście, że będę.
— Kiedy będę mogła.
— Kiedy będę chciała.
— I kiedy mnie zapytasz.
— To brzmi strasznie formalnie.
— Nie.
— Brzmi jak szacunek.
Karolina usiadła.
Jej twarz zaczęła się zmieniać.
Z irytacji w zawstydzenie.
— Nie wiedziałam, że tak to odbierasz.
Elżbieta westchnęła.
— Bo nigdy nie zatrzymałaś się, żeby zapytać.
— Dla ciebie emerytura oznaczała, że jestem zawsze wolna.
— A ja dopiero teraz zaczęłam mieć czas dla siebie.
Karolina spojrzała na nią.
— Naprawdę tak bardzo zależy ci na tej sobocie?
Elżbieta uśmiechnęła się lekko.
— Tak.
— Ale nawet gdyby nie zależało, nadal miałabym prawo odmówić.
Córka spuściła wzrok.
— Masz rację.
Elżbieta nic nie odpowiedziała.
— Przepraszam.
— Za co?
— Za to, że po prostu założyłam, że będziesz.
— I za to, że zapytałam, co właściwie masz do robienia.
Elżbieta skinęła głową.
— Dziękuję.
Karolina westchnęła.
— To w takim razie zadzwonię do opiekunki.
— Dobrze.
— A w przyszłym tygodniu?
Elżbieta uniosła brwi.
Karolina od razu się poprawiła.
— Chciałam zapytać, czy miałabyś ochotę zabrać dzieci w środę po południu.
Elżbieta uśmiechnęła się.
— W środę mogę.
— I chętnie.
Karolina też się uśmiechnęła.
Napięcie trochę opadło.
Nie chodziło o to, że Elżbieta przestała być babcią.
Nie przestała.
Chodziło o to, że przypomniała sobie, że poza byciem matką i babcią nadal jest jeszcze sobą.
I że miłość nie znika tylko dlatego, że czasem mówi się „nie”.
Czasem właśnie wtedy zaczyna być zdrowsza.