Agnieszka przez chwilę siedziała w milczeniu.
Potem skrzyżowała ręce.
— Naprawdę nie wierzę, że tak do tego podchodzisz.
Teresa odpowiedziała spokojnie.
— A jak mam podchodzić?
— Powiedziałaś mi, że jeśli cię kocham, mam zrezygnować z własnych planów.
— To nie to samo.
— Dokładnie to samo.
— Mamo, potrzebujemy remontu.
— Kuchnia jest rozgrzebana.
— Łazienka też.
— Wszystko stanęło.
Teresa skinęła głową.
— Rozumiem.
— Ale to nadal wasz remont.
— Wasza decyzja.
— Wasz budżet.
Agnieszka zacisnęła usta.
— Rodzina sobie pomaga.
— Tak.
— Pomaga.
— Nie finansuje wszystkiego pod presją.
— Nikt cię nie zmusza.
Teresa spojrzała na nią uważnie.
— „Jeśli mnie kochasz, nie wydasz pieniędzy na siebie”.
— To nie brzmi jak presja?
Agnieszka odwróciła wzrok.
— Chciałam tylko pokazać, że mamy problem.
— Mogłaś powiedzieć:
— „Mamo, czy możesz nam pomóc?”
— To byłoby uczciwe.
— Ale powiedziałaś:
— „Jeśli mnie kochasz”.
— To już nie jest prośba.
W pokoju zrobiło się cicho.
Po chwili Agnieszka zapytała:
— To naprawdę pojedziesz?
Teresa odpowiedziała bez wahania.
— Tak.
— Sama?
— Tak.
Córka prychnęła.
— I co będziesz tam robić?
Teresa uśmiechnęła się lekko.
— Żyć.
— Odpoczywać.
— Zwiedzać.
— Pić kawę tam, gdzie zawsze chciałam.
— I nie tłumaczyć nikomu, dlaczego wolno mi wydać własne pieniądze.
Agnieszka spojrzała na nią zraniona.
— Czyli ja jestem teraz ta zła?
Teresa pokręciła głową.
— Nie.
— Ale zachowałaś się źle.
— To różnica.
— Chciałaś, żebym udowodniła miłość przelewem.
— I rezygnacją.
Agnieszka spuściła wzrok.
— Nie myślałam o tym w ten sposób.
— Wiem.
— I właśnie dlatego mówię ci to teraz.
Teresa mówiła dalej.
— Pomagałam ci wiele razy.
— Przy pierwszym mieszkaniu.
— Przy dzieciach.
— Przy samochodzie.
— Przy weselu.
— I nie żałuję.
— Ale żadna z tych rzeczy nie daje ci prawa decydować, że moje marzenia są mniej ważne.
Agnieszka zaczęła płakać.
— Po prostu się boję, że nie skończymy remontu.
Teresa zmiękła.
— To trzeba było powiedzieć.
— Bez szantażu.
— Bez testowania mojej miłości.
Córka otarła oczy.
— To pomożesz chociaż trochę?
Teresa przez chwilę milczała.
— Może.
— Ale tyle, ile sama wybiorę.
— I nie kosztem wyjazdu.
Agnieszka spojrzała na nią.
— Czyli naprawdę tego nie odwołasz?
Teresa uśmiechnęła się.
— Naprawdę.
— Pierwszy raz od lat robię coś tylko dla siebie.
— I nie zamierzam za to przepraszać.
Po kilku dniach Agnieszka zadzwoniła ponownie.
Tym razem bez żądań.
— Mamo, przepraszam.
Teresa usiadła.
— Za co?
— Za to, że powiedziałam, że jeśli mnie kochasz, masz zrezygnować.
— To było okropne.
Teresa skinęła głową.
— Było.
— Nie chcę być taka.
— To dobrze.
— Bo miłość nie powinna wymagać od jednej osoby ciągłego znikania.
Kilka tygodni później Teresa pojechała.
Wysłała córce jedno zdjęcie.
Nie z hotelu.
Nie z drogiej restauracji.
Zwykłe zdjęcie porannego światła nad morzem.
Agnieszka odpisała:
— Pięknie.
Teresa uśmiechnęła się.
Bo pierwszy raz córka nie zapytała, ile to kosztowało.
I pierwszy raz od dawna Teresa poczuła, że jej życie nadal należy do niej.