Piotr patrzył na Katarzynę z wyraźnym niezadowoleniem.
— Czyli teraz każdy robi, co chce?
Katarzyna odpowiedziała spokojnie.
— Nie.
— Teraz po prostu przestajemy mieć podwójne zasady.
— Jakie podwójne zasady?
— Moje wydatki są zawsze za duże.
— Twoje zawsze mają powód.
Piotr westchnął.
— Bo nie wydaję na głupoty.
Katarzyna uniosła brwi.
— Czyli mój płaszcz to głupota?
— Nie powiedziałem tego.
— Powiedziałeś coś bardzo podobnego.
— Poza tym nie chodzi o jeden płaszcz.
— Właśnie.
— Chodzi o coś większego.
Katarzyna usiadła przy stole.
— Przez trzy lata prawie nic sobie nie kupowałam.
— Za to ty regularnie pomagasz swojej rodzinie.
— Czasem po kilkaset.
— Czasem po kilka tysięcy.
Piotr skrzywił się.
— Bo oni naprawdę potrzebują.
— A moje potrzeby są zawsze mniej ważne?
— Nie.
— To dlaczego za każdym razem muszę się tłumaczyć?
Piotr milczał.
Katarzyna mówiła dalej.
— Kiedy kupuję buty, pytasz po co.
— Kiedy idę do fryzjera, pytasz czy to konieczne.
— Kiedy kupuję książki, mówisz, że mogłabym poczekać.
— Kiedy ty wysyłasz swojej siostrze kilka razy więcej, nawet mnie nie pytasz.
Piotr odwrócił wzrok.
— To moja siostra.
— A ja jestem twoją żoną.
W pokoju zapadła cisza.
Katarzyna poczuła, że pierwszy raz mówi to bez poczucia winy.
— Nie mam problemu z tym, że jej pomagasz.
— Mam problem z tym, że wobec mnie stosujesz zupełnie inną miarę.
Piotr przetarł twarz dłonią.
— To nie było celowe.
— Może nie.
— Ale było stałe.
— I właśnie to się kończy.
Piotr spojrzał na nią.
— Co chcesz zrobić?
Katarzyna odpowiedziała bez wahania.
— Rozdzielić wydatki.
— Wspólne konto tylko na wspólne rzeczy.
— Każde z nas ma własną część pieniędzy.
— I każde decyduje o niej bez przesłuchania.
Piotr prychnął.
— Brzmi jak brak zaufania.
Katarzyna pokręciła głową.
— Brak zaufania to wtedy, kiedy jedno z nas musi tłumaczyć każdy zakup, a drugie wysyła duże kwoty bez rozmowy.
— Ja chcę uczciwych zasad.
Piotr usiadł naprzeciwko niej.
— A jeśli będę chciał dalej pomagać Kasi?
— Pomagaj.
— Ze swojej części.
— A jeśli ja będę chciała kupić sobie coś za swoje pieniądze, też nie będę pytać o zgodę.
Piotr długo milczał.
— Czyli naprawdę chodziło ci o ten płaszcz.
Katarzyna uśmiechnęła się gorzko.
— Nie.
— Płaszcz tylko mi pokazał, jak bardzo przywykłam do tłumaczenia się.
— Za własne pieniądze.
— Za własne potrzeby.
— Za to, że w ogóle coś chcę.
Piotr spuścił wzrok.
— Nie wiedziałem, że tak się czujesz.
— Bo za każdym razem, kiedy próbowałam coś powiedzieć, słyszałam, że przesadzam.
— Albo że jestem nieodpowiedzialna.
— Albo że za dużo wydaję.
— Mimo że większość wspólnych kosztów też pokrywam.
Piotr milczał.
Katarzyna wstała.
— I jeszcze jedno.
— Nie chcę, żebyś przestał pomagać rodzinie.
— Chcę tylko, żeby moja wartość nie była liczona tym, ile potrafię sobie odmówić.
To zdanie zatrzymało go.
Po chwili powiedział:
— Przepraszam.
Katarzyna spojrzała na niego.
— Za co?
— Za to, że traktowałem twoje wydatki jak coś, co trzeba zatwierdzać.
— I za to, że sam nie stosowałem tych samych zasad do siebie.
Katarzyna skinęła głową.
— Dobrze.
— Ale od przeprosin do zmiany jest jeszcze kawałek drogi.
— Wiem.
Kilka dni później ustawili osobne konta na własne wydatki i wspólne na rachunki.
Piotr nadal pomagał siostrze.
Katarzyna nadal kupowała to, czego potrzebowała.
Ale już bez tłumaczenia.
Bez obrony.
Bez poczucia winy.
A kiedy po kilku tygodniach kupiła sobie nowe buty, Piotr tylko spojrzał i powiedział:
— Fajne.
Katarzyna uśmiechnęła się.
Nie dlatego, że potrzebowała jego aprobaty.
Tylko dlatego, że pierwszy raz nie musiała o nią walczyć.