— Cudzych decyzji? — powtórzyła Teresa.
Marta skinęła głową.
— Tak.
— Kasia zdecydowała, że dzieci będą chodziły na kilka dodatkowych zajęć.
— To jej decyzja jako matki.
— Nie moja jako ciotki.
Teresa skrzyżowała ręce.
— Łatwo ci mówić.
— Nie masz dzieci.
Marta uśmiechnęła się bez radości.
— Właśnie dlatego nie rozumiem, dlaczego mam za nie płacić.
Paweł poruszył się niespokojnie.
— Marta, nie chodzi o to, żebyś wszystko finansowała.
— To o co chodzi?
— O część.
— Regularnie?
— Pewnie tak.
— Czyli jednak.
Paweł zamilkł.
Marta mówiła dalej:
— Zauważyłam coś.
— Kiedy ktoś w tej rodzinie podejmuje kosztowną decyzję, zawsze pojawia się pytanie, ile mogę dołożyć ja.
Teresa westchnęła.
— Bo zarabiasz dobrze.
— To nie jest argument.
— Dla mnie jest.
Marta spojrzała na nią uważnie.
— Właśnie.
— I tu jest problem.
— Pani nie pyta, czy chcę pomóc.
— Pani zakłada, że skoro mogę, to powinnam.
Teresa zrobiła się czerwona.
— Kasia ma dzieci.
— Wiem.
— Dwoje.
— Wiem.
— I ma większe wydatki niż ty.
— Możliwe.
— Ale to nadal nie tworzy rachunku wystawionego mnie.
Paweł spuścił wzrok.
Teresa prychnęła.
— Żyjesz wygodnie.
— Dla siebie.
Marta spojrzała na nią spokojnie.
— A dla kogo mam żyć?
To pytanie zatrzymało rozmowę na kilka sekund.
Marta mówiła dalej:
— Pracuję.
— Płacę swoje rachunki.
— Oszczędzam.
— Mam własne plany.
— To, że nie mam dzieci, nie oznacza, że moje pieniądze nie mają przeznaczenia.
Teresa odpowiedziała:
— Ale dzieci są ważniejsze niż twoje zachcianki.
Marta poczuła chłód.
— Moje życie nie jest zachcianką.
— Moje bezpieczeństwo też nie.
— Moje oszczędności też nie.
Paweł w końcu podniósł głowę.
— Mama, chyba rzeczywiście za bardzo zakładamy, że Marta zawsze może dołożyć.
Teresa gwałtownie spojrzała na syna.
— Ty też?
— To nie o to chodzi.
— Tylko o to, że nie możemy ustalać jej wydatków.
Marta spojrzała na niego.
Pierwszy raz tego wieczoru naprawdę stanął po jej stronie.
Teresa chwyciła torebkę.
— Dobrze.
— To niech dzieci zrezygnują z zajęć.
Marta odpowiedziała spokojnie:
— Albo ich rodzice niech zdecydują, na co ich stać.
— Tak właśnie działa odpowiedzialność.
Teresa wyszła obrażona.
Kilka dni później zadzwoniła Kasia.
— Mama mówiła, że odmówiłaś płacenia za chłopców.
Marta westchnęła.
— Tak.
— Ale ja cię o to nie prosiłam.
Marta zamilkła.
— Co?
— Serio.
— Mama sama to wymyśliła.
— Powiedziała, że skoro dobrze zarabiasz, mogłabyś trochę pomóc.
Marta poczuła mieszaninę ulgi i irytacji.
— Czyli ty nie oczekiwałaś ode mnie pieniędzy?
— Nie.
— Oczywiście, byłoby łatwiej.
— Ale to nasze dzieci.
— My wybieramy zajęcia.
— My za nie odpowiadamy.
Marta uśmiechnęła się.
— Dziękuję.
— Za co?
— Za jedno normalne zdanie.
Kasia zaśmiała się cicho.
— Mama czasem za bardzo chce wszystkich ratować.
Marta odpowiedziała:
— Tylko że rachunek za to ratowanie bardzo często trafia do mnie.
— Wiem.
— I chyba nie powinien.
Po tej rozmowie Marta sama zaproponowała jedną rzecz.
Nie regularne opłacanie.
Nie stały przelew.
Raz w roku prezent dla dzieci.
Na wybrane zajęcia.
Jeśli sama będzie chciała.
Kasia przyjęła to bez nacisku.
Teresa długo była urażona.
Ale z czasem temat ucichł.
A Marta nauczyła się czegoś ważnego.
Cudze dzieci mogą być ważne.
Ich potrzeby mogą być prawdziwe.
Ich rodzice mogą mieć trudniej.
Ale to nadal nie oznacza, że ktoś trzeci ma obowiązek finansować decyzje, których nie podejmował.
Bo brak dzieci nie odbiera człowiekowi prawa do własnych pieniędzy.
Do własnych planów.
Do własnego życia.
I do prostego słowa:
— Nie.