Przez kilka sekund nikt się nie odezwał.
Krystyna pierwsza odzyskała głos.
— Przekręcasz moje słowa.
Anna odpowiedziała spokojnie.
— Nie.
— Powiedziała pani dokładnie, że mnie tylko toleruje.
— A chwilę później poprosiła mnie pani o dużą sumę pieniędzy.
Krystyna zacisnęła usta.
— To nie ma nic wspólnego z uczuciami.
Anna prawie się uśmiechnęła.
— Właśnie widzę.
— Kiedy chodzi o pieniądze, nagle jestem rodziną.
Marek poruszył się niespokojnie.
— Anna, mama naprawdę potrzebuje pomocy.
— Rozumiem.
— Ale dlaczego ja mam za nią płacić?
— Bo możemy.
— Ty możesz.
Marek zamilkł.
Anna spojrzała na niego.
— Ile ty chcesz jej pożyczyć?
— To nie tak.
— Jak?
— Może nie mam teraz całej kwoty.
— Właśnie.
— Więc rozwiązaniem jestem ja.
Krystyna westchnęła teatralnie.
— Nie wierzę, że robisz z tego taki problem.
Anna spojrzała na nią.
— Problem zrobiła pani sama.
— Ja tylko odpowiedziałam na prośbę.
— Odmawiam.
Krystyna od razu się oburzyła.
— Po wszystkim, co dla was zrobiłam?
Anna uniosła brwi.
— Dla nas?
— Tak.
— Przyjęłam cię do rodziny.
Anna poczuła, że aż trudno jej uwierzyć w te słowa.
— Przed chwilą powiedziała pani, że tylko mnie toleruje.
Krystyna odwróciła wzrok.
Marek westchnął.
— Mamo, może faktycznie niepotrzebnie tak powiedziałaś.
Krystyna spojrzała na niego ostro.
— Czyli teraz stajesz po jej stronie?
Marek spuścił głowę.
Anna pokręciła głową.
— Nie chodzi o strony.
— Chodzi o to, że nie można poniżać człowieka, a potem oczekiwać od niego finansowego ratunku.
Krystyna prychnęła.
— To tylko słowa.
Anna odpowiedziała cicho:
— Nie.
— Słowa pokazują, co pani naprawdę myśli.
— A ja właśnie usłyszałam to bardzo wyraźnie.
W pokoju zrobiło się cicho.
Po chwili Krystyna powiedziała:
— Oddałabym ci wszystko.
Anna spojrzała na nią.
— Kiedy?
— Jak tylko stanę na nogi.
— A kiedy to będzie?
Teściowa nie odpowiedziała.
— Właśnie.
Marek próbował złagodzić sytuację.
— Może po prostu mniejsza kwota?
Anna spojrzała na niego.
— Nie.
— Nie dlatego, że chcę ją ukarać.
— Tylko dlatego, że nie chcę pożyczać takiej sumy w sytuacji, w której już teraz słyszę, że jestem obca, kiedy stawiam granice.
Krystyna skrzyżowała ręce.
— Czyli według ciebie jestem niewiarygodna?
Anna odpowiedziała spokojnie.
— Według mnie ta rozmowa nie daje mi powodów do zaufania.
Marek przetarł twarz dłonią.
— Co teraz?
Anna spojrzała na niego.
— Teraz twoja mama szuka innego rozwiązania.
— Może pożyczka w banku.
— Może sprzedaż czegoś.
— Może rozłożenie długu.
— Może pomoc od kilku osób, jeśli chcą.
Krystyna pobladła.
— Czyli zostawiasz mnie samą?
— Nie.
— Odmawiam finansowania całego problemu.
— To nie to samo.
Teściowa zaczęła mówić o rodzinie.
O obowiązku.
O wdzięczności.
O tym, że „kiedyś wszystko wraca”.
Anna słuchała spokojnie.
Potem zapytała:
— A kiedy pani mnie ostatnio potraktowała jak rodzinę, nie potrzebując ode mnie niczego?
Krystyna zamilkła.
To pytanie zakończyło rozmowę szybciej niż wszystkie wcześniejsze argumenty.
Marek po chwili powiedział:
— Mama, chyba czas kończyć.
Krystyna spojrzała na syna z niedowierzaniem.
— Wyrzucasz mnie?
— Nie.
— Po prostu ta rozmowa zaszła za daleko.
Teściowa wstała.
Przy drzwiach odwróciła się jeszcze raz.
— Nigdy bym nie pomyślała, że jesteś taka zimna.
Anna odpowiedziała spokojnie.
— A ja nigdy nie pomyślałabym, że ktoś może najpierw powiedzieć, że mnie nie znosi, a potem obrazić się, że nie otwieram portfela.
Krystyna wyszła.
Marek został z żoną.
— Przepraszam.
Anna spojrzała na niego.
— Za co?
— Za to, że próbowałem cię naciskać.
— I za to, że pozwoliłem mamie mówić do ciebie w taki sposób.
Anna skinęła głową.
— To ważniejsze niż pieniądze.
Marek usiadł.
— Wiem.
Anna spojrzała w stronę drzwi.
Nie czuła triumfu.
Nie czuła też winy.
Po raz pierwszy zrozumiała, że odmowa nie czyni jej bezduszną.
Czasem po prostu pokazuje, czy relacja istnieje także wtedy, gdy nie można z niej niczego dostać.