Anna milczała tak długo, że Krystyna pomyślała, że połączenie zostało zerwane.
W końcu córka odezwała się chłodno.
— Naprawdę tak o mnie myślisz?
Krystyna westchnęła.
— Nie chcę tak myśleć.
— Ale tak wygląda nasza relacja od miesięcy.
— To niesprawiedliwe.
— Co dokładnie?
— Sugerujesz, że tylko cię wykorzystuję.
Krystyna usiadła przy stole.
— Powiedz mi, kiedy ostatnio zadzwoniłaś zapytać, jak się czuję.
Anna zamilkła.
— Kiedy ostatnio przyjechałaś bez jakiejś sprawy?
Cisza.
— Kiedy ostatnio zaprosiłaś mnie na kawę?
— Mamo, mam pracę.
— Ja też ją miałam przez czterdzieści lat.
— Mam obowiązki.
— Ja też miałam.
— Mam swoje życie.
Krystyna uśmiechnęła się smutno.
— Właśnie.
— Ty masz swoje życie.
— A ja mam być tylko jego zapleczem finansowym.
— Tego nie powiedziałam.
— Ale tak się zachowujesz.
Anna zaczęła mówić szybciej.
— Ja po prostu mam teraz ciężki okres.
— W zeszłym miesiącu też.
— I trzy miesiące temu.
— I pół roku temu.
Po drugiej stronie znów zapadła cisza.
Krystyna mówiła dalej.
— Pomogłam ci przy remoncie.
— Pomogłam przy samochodzie.
— Opłaciłam część wakacji dzieci.
— Dołożyłam do raty.
— Pożyczyłam na leczenie zębów.
— I nie wypominałabym tego, gdybyś dzisiaj nie powiedziała, że mam obowiązek robić to dalej.
Anna westchnęła.
— Czyli teraz wszystko mi wypominasz.
— Nie.
— Próbuję ci pokazać różnicę między pomocą a abonamentem.
— Nie jestem miesięcznym przelewem.
— Jestem twoją matką.
Anna odezwała się ciszej.
— A ja jestem twoją córką.
— Tak.
— I dlatego chciałabym czasem usłyszeć od ciebie coś więcej niż numer konta i termin.
To zdanie zabolało.
Anna przestała się bronić przez kilka sekund.
— Nie wiedziałam, że tak to odbierasz.
Krystyna zamknęła oczy.
— Bo nigdy nie zapytałaś.
Po chwili córka powiedziała:
— Mam naprawdę problem z tą ratą.
Krystyna odpowiedziała spokojnie.
— Wierzę.
— I co mam zrobić?
— Najpierw zobaczyć, czy możesz przesunąć płatność.
— Potem sprawdzić własny budżet.
— Porozmawiać z bankiem.
— Z mężem.
— A jeśli nadal będzie brakowało, możemy porozmawiać.
Anna była wyraźnie zaskoczona.
— „Możemy porozmawiać”?
— Tak.
— Nie powiedziałam, że nigdy więcej ci nie pomogę.
— Powiedziałam, że nie będę już pomagać dlatego, że ktoś ogłasza to moim obowiązkiem.
Anna westchnęła.
— Czyli muszę teraz zasługiwać na pomoc?
Krystyna pokręciła głową, choć córka tego nie widziała.
— Nie.
— Nie kupuję telefonów, wizyt ani uczuć.
— Chcę tylko relacji, w której pieniądze nie są jedynym powodem kontaktu.
Anna milczała.
— Wiesz, co jest najgorsze? — zapytała Krystyna.
— Co?
— Kiedy dzwoni telefon i widzę twoje imię, zanim odbiorę, zastanawiam się już, ile tym razem będzie kosztować ta rozmowa.
Anna wciągnęła powietrze.
— Mamo…
— Nie mówię tego, żeby cię zranić.
— Mówię, bo nie chcę tak dalej.
Po raz pierwszy głos córki zmiękł.
— Przepraszam.
Krystyna nie odpowiedziała od razu.
— Za co?
— Za to, że dzwoniłam głównie wtedy, kiedy czegoś potrzebowałam.
— I za to, że powiedziałam, że masz obowiązek.
Krystyna skinęła głową.
— Dziękuję.
Anna odezwała się po chwili.
— Jak się czujesz?
Krystyna prawie się roześmiała.
— Teraz pytasz, bo ci powiedziałam.
— Wiem.
— Trochę głupio wyszło.
— Trochę.
Anna westchnęła.
— Ale naprawdę pytam.
Krystyna opowiedziała jej o ostatnim tygodniu.
O sąsiadce.
O wizycie u lekarza.
O książce, którą zaczęła czytać.
O tym, że zepsuł się czajnik.
Pierwszy raz od dawna rozmawiały prawie pół godziny bez pieniędzy.
Dopiero pod koniec Anna powiedziała:
— A ta rata…
Krystyna uśmiechnęła się.
— Wiedziałam, że wrócimy do niej.
Anna zaśmiała się cicho.
— Tym razem zapytam inaczej.
— Czy mogłabyś mi pomóc, jeśli możesz?
Krystyna odpowiedziała:
— Mogę pomóc częścią.
— Resztę będziesz musiała rozwiązać sama.
— Dobrze.
— I Aniu?
— Tak?
— Nie musisz do mnie dzwonić codziennie.
— Nie potrzebuję meldunków.
— Po prostu czasem zadzwoń, kiedy niczego nie chcesz.
Anna milczała sekundę.
— Zadzwonię.
Krystyna nie wiedziała, czy ta rozmowa naprawdę coś zmieni.
Ale wiedziała jedno.
Nie będzie już finansowała kontaktu z własnym dzieckiem.
Bo córka może mieć czterdzieści lat i nadal pozostawać córką.
Ale matka też pozostaje człowiekiem.
Nie kontem, które ma obowiązek odpowiadać „tak” za każdym razem, gdy zadzwoni telefon.