Po tamtej rozmowie Marta nie zadzwoniła przez cztery dni.
Krystyna wiedziała, że to kara.
Dawniej natychmiast zadzwoniłaby pierwsza.
Zapytałaby:
„Jesteś zła?”
Przeprosiłaby.
Może nawet zrobiłaby przelew na obóz wnuków.
Tym razem nie zrobiła nic.
W piątek Andrzej zaprosił ją na koncert.
Kupiła nową sukienkę.
Kiedy patrzyła w lustro, przez chwilę poczuła wyrzuty sumienia.
Potem sama się zatrzymała.
— Za co właściwie mam się wstydzić? — powiedziała cicho.
Za to, że żyje?
Za to, że chce dobrze wyglądać?
Za to, że ktoś znowu patrzy na nią jak na kobietę, a nie tylko babcię?
Poszła.
Bawiła się świetnie.
Następnego ranka zadzwoniła Marta.
— To prawda, że byłaś wczoraj na koncercie?
Krystyna uśmiechnęła się.
— Tak.
— Znowu z nim?
— Tak.
Marta westchnęła teatralnie.
— A ja właśnie liczę, czy wystarczy nam na wyjazd dzieci.
Krystyna usiadła przy stole.
— Rozumiem.
— I nic?
— A co mam zrobić?
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Myślałam, że zaproponujesz pomoc.
Krystyna odpowiedziała spokojnie:
— Jeśli poprosisz normalnie, mogę się zastanowić.
— Ale nie zamierzam już płacić za wszystko automatycznie.
Marta natychmiast się zdenerwowała.
— Odkąd poznałaś Andrzeja, zrobiłaś się egoistyczna.
Krystyna pokręciła głową.
— Nie.
— Odkąd poznałam Andrzeja, przypomniałam sobie, że też jestem człowiekiem.
— Nie tylko matką.
— Nie tylko babcią.
— Nie tylko osobą od przelewów.
Marta rozłączyła się.
Kilka dni później przyszła bez zapowiedzi.
Usiadła w salonie.
— Musimy porozmawiać.
Krystyna skinęła głową.
— Słucham.
Marta zaczęła spokojniej.
— Boję się, że on cię wykorzysta.
Krystyna patrzyła na nią uważnie.
— To możliwe.
— Ludzie czasem zawodzą.
— Dlatego nie przepisuję na niego mieszkania.
— Nie daję mu swoich oszczędności.
— Nie utrzymuję go.
Marta zamilkła.
Krystyna mówiła dalej.
— Ale ty nie pytałaś, czy jestem bezpieczna.
— Powiedziałaś, że to wstyd.
— Powiedziałaś, że powinnam wydawać pieniądze na was.
Marta zacisnęła dłonie.
— Bo dzieci naprawdę dużo kosztują.
— Wiem.
— Wychowałam ciebie.
— Pamiętam bardzo dobrze.
Marta spuściła wzrok.
— Mamo, po prostu przyzwyczaiłam się, że zawsze pomagasz.
Krystyna skinęła głową.
— I właśnie to jest problem.
— Pomoc zamieniła się w oczekiwanie.
— A oczekiwanie w przekonanie, że moje pieniądze są częścią waszego budżetu.
Marta milczała.
Krystyna podeszła do komody i wyjęła mały notes.
Przez ostatnie miesiące zaczęła zapisywać wydatki.
Nie wszystkie.
Tylko te większe.
Wyjazd.
Teatr.
Nowe ubrania.
Kolacje.
Basen.
Lekcje języka.
— Widzisz to? — zapytała.
Marta skinęła głową.
— To są rzeczy, które zrobiłam dla siebie od pół roku.
— I pierwszy raz od dawna każda z nich sprawiała, że czułam się żywa.
Marta wyglądała na zawstydzoną.
— Nie chciałam ci odbierać życia.
Krystyna odpowiedziała:
— Ale dokładnie tego ode mnie oczekiwałaś.
— Żebym sama z niego zrezygnowała.
— Żebym przestała być kobietą, bo zostałam babcią.
— Żebym przestała wydawać na siebie, bo wy macie dzieci.
W oczach Marty pojawiły się łzy.
— To brzmi strasznie.
Krystyna odpowiedziała spokojnie:
— Bo było straszne.
Nie pogodziły się od razu.
Marta potrzebowała czasu.
Krystyna też.
Przestała finansować rodzinę z automatu.
Kiedy chciała pomóc wnukom, pomagała.
Kiedy nie chciała, mówiła:
— Nie tym razem.
I świat się nie zawalił.
Marta z mężem zaczęli lepiej planować wydatki.
Krystyna nadal spotykała się z Andrzejem.
Czasem wychodzili na kolację.
Czasem jechali gdzieś na weekend.
Czasem po prostu siedzieli na ławce i rozmawiali.
Kilka miesięcy później Marta zapytała:
— Jesteś z nim szczęśliwa?
Krystyna uśmiechnęła się.
— Jest mi dobrze.
Marta skinęła głową.
— To dobrze.
Krystyna spojrzała na córkę z lekkim zaskoczeniem.
Marta dodała:
— I przepraszam za to, co wtedy powiedziałam.
— Chyba naprawdę bardziej przeszkadzało mi to, że przestałaś być zawsze dostępna dla nas.
Krystyna uśmiechnęła się smutno.
— Wiem.
Potem wzięła córkę za rękę.
— Możesz być ważna w moim życiu.
— Wnuki też.
— Andrzej też.
— I ja też.
To było najważniejsze zdanie.
Bo Krystyna w końcu zrozumiała, że miłość do rodziny nie wymaga rezygnacji z siebie.
A wiek nie jest terminem ważności ani dla uczuć, ani dla radości, ani dla prawa do wydawania własnych pieniędzy na własne życie.