Marta przez kilka sekund patrzyła na matkę bez słowa.
Potem prychnęła.
— Naprawdę tak to widzisz?
Elżbieta odpowiedziała spokojnie.
— A jak mam to widzieć?
— Przyszłaś i powiedziałaś, że jestem za stara na własne pieniądze.
— Nie powiedziałam tego.
— Powiedziałaś dokładnie to.
Marta skrzyżowała ręce.
— Ja po prostu uważam, że rodzina powinna być priorytetem.
— Dla kogo?
— Dla każdego.
Elżbieta pokręciła głową.
— Nie.
— To bardzo wygodne zdanie, kiedy chodzi o cudze pieniądze.
Marta od razu się oburzyła.
— Myślałam, że chcesz pomóc wnukom.
— Chcę.
— I pomagam.
— Ale dom dla ciebie i Pawła nie jest rachunkiem za leczenie wnuków.
— To wasza decyzja.
Marta podniosła głos.
— Czyli mamy mieszkać w ciasnym mieszkaniu, kiedy ty wydajesz pieniądze na wakacje?
Elżbieta poczuła, jak narasta w niej złość.
— Tak.
Marta zamarła.
— Co?
— Jeśli was nie stać na większy dom, to może jeszcze nie czas na większy dom.
— Ale mnie nie wolno przez to rezygnować z własnego życia.
Marta odsunęła krzesło.
— Łatwo ci mówić.
— Masz wszystko.
Elżbieta uśmiechnęła się gorzko.
— Mam wszystko?
— Pracowałam czterdzieści lat.
— Oszczędzałam.
— Spłacałam kredyty.
— Pomagałam wam.
— Opiekowałam się twoim ojcem przez pięć lat jego choroby.
— I według ciebie teraz mam „wszystko”, bo zostało mi trochę pieniędzy?
Marta spuściła wzrok.
— Nie o to mi chodziło.
— To o co?
Córka zaczęła mówić szybciej.
— Chcę po prostu dać dzieciom więcej.
— Chcę, żeby miały ogród.
— Własne pokoje.
— Bezpieczną okolicę.
Elżbieta skinęła głową.
— To piękne.
— Ale to jest twój plan.
— Nie mój obowiązek.
Marta zacisnęła usta.
— Czyli nic nie dasz?
— Nie takiej kwoty.
— Mogę pomóc mniejszą sumą.
— Jeśli sama uznam, że chcę.
— Ale nie oddam większości oszczędności tylko dlatego, że ty już przestałaś widzieć w nich moje życie.
Marta spojrzała na nią ostro.
— Jakie życie?
To pytanie zawisło w powietrzu.
Elżbieta długo milczała.
— Właśnie o to chodzi.
— Ty naprawdę nie widzisz, że ja mam jeszcze życie.
— Mam przyjaciół.
— Mam plany.
— Chcę pojechać do Portugalii.
— Chcę nauczyć się włoskiego.
— Chcę może za rok zmienić mieszkanie.
— Chcę mieć pieniądze, żeby nie prosić nikogo o pomoc, kiedy będę starsza.
— Chcę żyć, a nie czekać na moment, kiedy wszystko oddam dzieciom.
Marta zamilkła.
Elżbieta mówiła dalej.
— I wiesz co?
— Nie będę się już z tego tłumaczyć.
— To moje pieniądze.
— Nie wspólny rodzinny fundusz.
— Nie przyszły wkład do twojego domu.
— Nie nagroda za to, że masz dzieci.
Marta zaczęła płakać.
— Czyli jestem dla ciebie obca?
Elżbieta aż zamknęła oczy.
— Nie rób tego.
— Czego?
— Nie zmieniaj mojej granicy w brak miłości.
— Kocham cię.
— Kocham wnuki.
— Ale miłość nie oznacza, że masz prawo do wszystkiego, co mam.
Marta otarła łzy.
— My naprawdę liczyliśmy na te pieniądze.
— Dlaczego?
— Bo kiedyś powiedziałaś, że pomożesz.
— Powiedziałam, że pomogę.
— Nie powiedziałam, że sfinansuję wam dom.
— To różnica.
Marta odwróciła wzrok.
— Paweł będzie wściekły.
Elżbieta uniosła brwi.
— Paweł?
— Tak.
— Już oglądaliśmy dom.
— Już?
— Bez rozmowy ze mną?
Marta nie odpowiedziała.
Elżbieta poczuła, że wszystko nagle staje się jeszcze bardziej jasne.
— Czyli wy już wydaliście moje pieniądze w swojej głowie.
Córka spuściła głowę.
— Mieliśmy nadzieję.
— Nie.
— Mieliście plan.
— I ja miałam tylko go zatwierdzić.
W pokoju zapanowała cisza.
Po chwili Marta zapytała:
— Co teraz?
Elżbieta odpowiedziała spokojnie.
— Teraz wracasz do Pawła.
— Liczycie swój budżet.
— Sprawdzacie, na co was stać.
— A jeśli chcecie większego domu, odkładacie więcej albo szukacie tańszego.
— Jak wszyscy.
Marta pokręciła głową.
— To potrwa lata.
— Możliwe.
— A ty w tym czasie będziesz podróżować?
Elżbieta uśmiechnęła się.
— Jeśli będę chciała, tak.
Marta spojrzała na nią długo.
— Naprawdę się zmieniłaś.
Elżbieta odpowiedziała bez wahania.
— Nie.
— Po prostu pierwszy raz przestałam przepraszać za to, że jeszcze jestem.
To zdanie uciszyło córkę.
Marta wstała.
Przy drzwiach zatrzymała się.
— Kochasz nas?
Elżbieta spojrzała na nią ze smutkiem.
— Bardzo.
— Ale od dziś nie będę udowadniać tego przelewami.
Marta wyszła.
Elżbieta została sama.
Spojrzała przez okno.
Na stole leżała broszura wycieczki, którą od tygodnia odkładała na później.
Tym razem jej nie schowała.
Otworzyła ją.
Bo po raz pierwszy naprawdę uwierzyła, że jej przyszłość nadal należy do niej.