Agnieszka siedziała nieruchomo.
Tomasz też przestał mówić.
Jakby samo wypowiedzenie tych słów odebrało mu część siły.
Matka ocierała łzy.
— Synku, dlaczego nigdy nic nie powiedziałeś?
Tomasz odwrócił się do niej.
— Bo i tak zawsze byś stanęła po jej stronie.
— To nieprawda.
— Właśnie prawda.
Agnieszka spojrzała na niego.
— To powiedz wszystko.
Tomasz zmarszczył brwi.
— Co?
— Skoro już zacząłeś.
— Powiedz, co dokładnie jestem ci winna.
Tomasz zaczął mówić szybko.
— Rodzice opłacili ci studia.
— Tobie też chcieli.
— Ja nie chciałem studiować.
— Dostałaś pomoc przy pierwszym mieszkaniu.
— Tobie ojciec pożyczył pieniądze na firmę.
— To co innego.
— Dlaczego?
Tomasz zamilkł.
Agnieszka kontynuowała.
— Bo moja pomoc się liczy, a twoja nie?
— Nie upraszczaj.
— Nie upraszczam.
— Próbuję zrozumieć ten rachunek.
Matka spuściła głowę.
Agnieszka spojrzała na nią.
— Mamo, ty o tym wiedziałaś?
— Nie.
— Wiedziałam tylko, że on od zawsze był zazdrosny.
Tomasz prychnął.
— Właśnie.
— Zazdrosny.
— Trudny.
— Nerwowy.
— Jak wygodnie.
Ciotka odezwała się cicho.
— Tomasz, wszyscy próbowaliśmy cię tłumaczyć.
— I nikt nie pomyślał, że naprawdę jej nie znoszę.
Agnieszka poczuła ukłucie w sercu.
— A ja próbowałam zrozumieć ciebie.
— Po co?
— Bo byłeś moim bratem.
To zdanie zatrzymało go na chwilę.
— I nadal nim jestem.
— Nie wiem.
Tomasz spojrzał na nią ostro.
— Co to ma znaczyć?
— Że brat nie wystawia siostrze rachunku za dzieciństwo.
Matka zaczęła płakać jeszcze mocniej.
Tomasz uderzył dłonią o oparcie krzesła.
— Znowu robisz ze mnie potwora.
Agnieszka pokręciła głową.
— Nie.
— Ty sam opisałeś, jak mnie widzisz.
— Ja tylko słucham.
— Chcę tego, co mi się należy.
— Należy ci się twoja część.
— Nie moja.
— Taka, jak zapisali rodzice.
— A twoja?
— Zostaje moja.
Tomasz zaśmiał się gorzko.
— Wiedziałem.
— Właśnie taka jesteś.
— Zawsze wszystko dla siebie.
Agnieszka spojrzała na niego długo.
— Wiesz, co jest najgorsze?
— Że ty naprawdę nie widzisz, że przez lata dostałeś bardzo dużo.
— Dostałeś pomoc.
— Dostałeś drugie szanse.
— Dostałeś wsparcie.
— Tylko nic z tego nie liczyłeś.
— Liczyłeś wyłącznie to, co dostałam ja.
Tomasz zamilkł.
Matka odezwała się drżącym głosem.
— Ona ma rację.
Tomasz odwrócił się gwałtownie.
— Oczywiście.
— Teraz też.
— Nie.
— Posłuchaj mnie.
Matka wyprostowała się.
— Tak, porównywaliśmy was.
— To był błąd.
— Tak, czasem chwaliliśmy Agnieszkę częściej.
— Ale nie dlatego, że kochaliśmy ją bardziej.
— Nigdy.
Tomasz spuścił wzrok.
— Łatwo teraz mówić.
— Wiem.
— Ale ty też przez lata odrzucałeś wszystko, co nie pasowało do twojej wersji.
W pokoju zrobiło się bardzo cicho.
Agnieszka poczuła, że pierwszy raz ktoś nazwał problem inaczej.
Nie jako „trudny charakter”.
Nie jako „zazdrość”.
Tylko jako urazę, którą Tomasz pielęgnował przez całe życie.
— I co teraz? — zapytał w końcu.
Agnieszka odpowiedziała spokojnie.
— Teraz niczego ci nie oddaję.
— Ani domu.
— Ani pieniędzy.
— Ani poczucia winy.
Tomasz podniósł wzrok.
— Jakiego poczucia winy?
— Tego, które próbujesz mi włożyć na plecy.
— Za to, że miałam dobre oceny.
— Za to, że rodzice mnie chwalili.
— Za to, że moje życie potoczyło się inaczej.
— To nie jest mój dług.
Tomasz długo milczał.
— Czyli koniec?
— Nie wiem.
— Ale jeśli kiedykolwiek mamy jeszcze być rodziną, to bez rachunków za dzieciństwo.
Matka otarła twarz.
Ciotka patrzyła w stół.
Tomasz usiadł ciężko.
— Nie wiem, czy potrafię.
Agnieszka skinęła głową.
— To przynajmniej pierwszy raz powiedziałeś coś prawdziwego.
Tego dnia nie doszli do zgody.
Nie było przytulenia.
Nie było wielkiego pojednania.
Ale wydarzyło się coś ważniejszego.
Rodzina przestała nazywać nienawiść „trudnym charakterem”.
A Agnieszka po raz pierwszy przestała czuć się odpowiedzialna za uczucia, które brat nosił w sobie od dziecka.