Paweł patrzył na Monikę w kompletnym osłupieniu.
— Co znaczy „oboje”?
Monika oparła dłonie na stole.
— Dokładnie to, co powiedziałam.
— Kamila ma czas do niedzieli.
— Ty też.
Kamila prychnęła.
— Zwariowałaś?
Monika odwróciła głowę w jej stronę.
— Nie.
— Po prostu właśnie skończył się okres, w którym traktowałam cię jak gościa.
Paweł podniósł głos.
— Monika, ogarnij się.
— To moja siostra.
— I ma dziecko.
— Właśnie dlatego pozwoliłam jej zostać.
— Na tydzień.
— Potem na dwa.
— Potem na miesiąc.
— Ale nigdzie nie było umowy, że ja mam się wynieść z własnego mieszkania.
Kamila skrzyżowała ręce.
— Ty naprawdę nie rozumiesz, że ja jestem teraz w trudniejszej sytuacji?
Monika spojrzała na nią spokojnie.
— Rozumiem.
— Tylko twoja trudna sytuacja nie daje ci prawa przejąć mojego domu.
— Nikt niczego nie przejmuje — wtrącił Paweł.
— Chodzi tylko o kilka tygodni.
Monika zaśmiała się krótko.
— Kilka tygodni?
— Przecież miesiąc temu też słyszałam „tydzień”.
Paweł zacisnął szczękę.
— To co według ciebie mamy zrobić?
— Znaleźć jej mieszkanie.
— Pokój.
— Hotel.
— Cokolwiek.
— Ale nie będę ja szukać miejsca, bo wam tak wygodniej.
Kamila potrząsnęła głową.
— Wiedziałam, że jesteś egoistką.
— Od początku czułam, że tylko czekasz, aż będę problemem.
Monika patrzyła na nią długo.
— Nie.
— Problemem stałaś się dopiero wtedy, kiedy uznałaś, że możesz mnie wyrzucić z mojego własnego mieszkania.
Paweł podszedł bliżej.
— Nie wyrzucić.
— Poprosić.
— Nie.
— Poprosić byłoby wtedy, gdybyś zapytał mnie wcześniej.
— Wy już to omówiliście między sobą.
Paweł zamilkł.
I właśnie to milczenie powiedziało Monice wszystko.
— Od jak dawna? — zapytała.
Kamila odwróciła wzrok.
Paweł odpowiedział po chwili:
— Od kilku dni.
Monika poczuła, jak coś w niej ostatecznie się uspokaja.
Kilka dni.
Przez kilka dni żyli obok niej normalnie.
Jedli wspólnie śniadania.
Rozmawiali.
Oglądali telewizję.
A w tym samym czasie ustalali, gdzie ma mieszkać ona.
Bez niej.
— Czyli naprawdę zaplanowaliście moją wyprowadzkę — powiedziała.
— Nie dramatyzuj — powtórzył Paweł.
Monika pokręciła głową.
— To nie jest dramat.
— To jest informacja.
— Macie czas do niedzieli.
Kamila zaczęła się śmiać nerwowo.
— I co zrobisz?
— Wystawisz nas na ulicę?
Monika odpowiedziała spokojnie:
— Nie.
— Daję wam kilka dni, żebyście zorganizowali sobie inne miejsce.
— To więcej czasu, niż wy daliście mnie.
Po tej rozmowie atmosfera w mieszkaniu zmieniła się natychmiast.
Kamila przestała udawać wdzięczność.
Paweł chodził obrażony.
Monika po raz pierwszy zobaczyła, ile w ich codziennym zachowaniu było przekonania, że i tak ustąpi.
W piątek Paweł wszedł do sypialni.
— Możemy pogadać?
Monika odłożyła książkę.
— Mów.
— Znalazłem Kamili kawalerkę.
— To dobrze.
— Ale jest droższa, niż myślałem.
— To nie mój problem.
Paweł zacisnął usta.
— Widzisz?
— Właśnie tak się zachowujesz.
— Jak?
— Jakbyś była całkiem obca.
Monika spojrzała na niego.
— Nie.
— Jak ktoś, kto wreszcie przestał być traktowany jak zapasowe miejsce do przesuwania.
Paweł usiadł na brzegu łóżka.
— Nie chciałem cię skrzywdzić.
— Chciałeś, żebym zrobiła to, co było dla was najwygodniejsze.
— Bez względu na to, czy było wygodne dla mnie.
— To prawie to samo.
Paweł spuścił głowę.
— Myślałem, że skoro możesz pójść do Oli, to…
Monika przerwała mu.
— Właśnie.
— Ty myślałeś, gdzie mogę pójść ja.
— A nie gdzie może pójść twoja siostra.
Przez dłuższą chwilę siedzieli w ciszy.
— Mam naprawdę wyjść? — zapytał w końcu.
Monika spojrzała na niego.
— Tak.
— Dlaczego ja?
— Bo poparłeś decyzję, w której zostałam wyrzucona z własnego życia.
— Potrzebuję zobaczyć, czy jesteśmy jeszcze małżeństwem, czy tylko mieszkasz tutaj tak długo, jak zgadzam się na wszystko.
W niedzielę Kamila wyprowadziła się do wynajętej kawalerki.
Paweł spakował dwie torby i pojechał do kolegi.
Monika została sama.
Pierwszy wieczór był trudny.
Drugi jeszcze trudniejszy.
Nie czuła satysfakcji.
Czuła stratę.
Ale po raz pierwszy od miesiąca mieszkanie znowu było jej bezpiecznym miejscem.
Po dwóch tygodniach Paweł poprosił o spotkanie.
Nie przyszedł z siostrą.
Nie przyniósł gotowego rozwiązania.
Przyszedł sam.
— Przepraszam — powiedział.
Monika milczała.
— Nie za to, że się zdenerwowałaś.
— Za to, że podjąłem decyzję za ciebie.
— I za to, że uznałem, że skoro masz przyjaciółkę, to możesz po prostu opuścić własne mieszkanie.
Monika skinęła głową.
— To brzmi przynajmniej uczciwie.
Paweł nie wrócił od razu.
Potrzebowali czasu.
Kamila zaczęła układać własne życie.
Monika nigdy więcej nie zgodziła się na to, żeby „na tydzień” oznaczało bezterminowe przejęcie jej przestrzeni.
Bo pomoc nie polega na tym, że jedna osoba znika, żeby drugiej było wygodniej.
A gość przestaje być gościem w chwili, w której zaczyna decydować, gdzie ma spać właściciel domu.