— Moja matka będzie mieszkać tutaj.
— Jeśli ci się nie podoba, drzwi znasz.
Paweł powiedział to spokojnie.
Tak spokojnie, jakby właśnie ogłaszał decyzję, do której miał pełne prawo.
Katarzyna patrzyła na niego przez kilka sekund bez słowa.
Obok stała jego matka, Barbara, z dwiema dużymi torbami.
Nie wyglądała na osobę, która przyszła w odwiedziny.
Wyglądała jak ktoś, kto już się wprowadził.
— Od kiedy? — zapytała Katarzyna.
— Od dziś.
— Na jak długo?
Paweł wzruszył ramionami.
— Na tyle, ile będzie trzeba.
Barbara weszła głębiej do salonu.
— Nie będę przecież wynajmować czegoś obcego, skoro syn ma mieszkanie.
Katarzyna powoli odwróciła głowę w stronę męża.
— Syn ma mieszkanie?
Paweł westchnął.
— Wiesz, o co chodzi.
— Jesteśmy małżeństwem.
— To jest nasz dom.
Katarzyna poczuła chłód.
Mieszkanie kupiła pięć lat przed ślubem.
Spłaciła je sama.
Paweł wprowadził się tutaj dopiero po ślubie.
Nigdy mu tego nie wypominała.
Nigdy nie używała własności jako przewagi.
Do tego dnia.
— Czyli już wszystko ustaliliście? — zapytała.
Paweł spojrzał na matkę.
Barbara odpowiedziała pierwsza.
— Nie było czego ustalać.
— Rodzina sobie pomaga.
— Poza tym ty i tak całymi dniami jesteś w pracy.
— Ja nie będę ci przeszkadzać.
Katarzyna spojrzała na dwie torby przy drzwiach.
Potem na męża.
— A jeśli się nie zgodzę?
Paweł uśmiechnął się krzywo.
— Przecież ci powiedziałem.
— Drzwi znasz.
W pokoju zapadła cisza.
Barbara nawet się uśmiechnęła.
Pewnie spodziewała się łez.
Krzyku.
Błagania.
Albo przynajmniej długiej awantury.
Katarzyna tylko skinęła głową.
— Rzeczywiście.
— Znam.
Paweł wyglądał na zadowolonego.
Najwyraźniej uznał, że wygrał.
Katarzyna poszła do sypialni.
Po godzinie przy tych samych drzwiach stały dwie torby.
Tyle że nie należały do Barbary.
Należały do Pawła.
Patrzył na nie w kompletnym osłupieniu.
— Co ty robisz?
Katarzyna otworzyła drzwi wejściowe.
— Przypominam ci tylko, komu kazałeś je znaleźć.
🙌📖Ciąg dalszy historii w pierwszym komentarzu 👇