Michał odsunął filiżankę.
— Anna, nie przesadzaj.
Anna spojrzała na niego spokojnie.
— Właśnie pierwszy raz nie przesadzam.
Krystyna pokręciła głową.
— Wiedziałam, że zrobisz scenę.
— Nie robię sceny.
— Odpowiadam na to, co sama powiedziałaś.
— Skoro Michał mnie tylko toleruje, to chyba oboje zasługujemy na lepsze życie.
Michał zacisnął szczękę.
— Przecież wiesz, że mama tak mówi.
— Tak.
— I wiem też, że ty jej na to pozwalasz.
Krystyna natychmiast się wtrąciła.
— Nie wciągaj go w to.
Anna prawie się roześmiała.
— Nie muszę.
— On już tu jest.
— Siedzi obok i jak zwykle milczy.
Michał odwrócił wzrok.
Anna mówiła dalej:
— Wiesz, co jest najbardziej poniżające?
— Nie to, że twoja matka mówi, że mnie „tolerujesz”.
— Tylko to, że ty nigdy nie zaprzeczasz.
— Bo nie chcę się z nią kłócić.
— A ze mną możesz?
Michał zamilkł.
Krystyna prychnęła.
— Zawsze byłaś przewrażliwiona.
— Możliwe.
— Ale tym razem rozumiem sytuację bardzo dobrze.
— Najpierw mnie obrażasz.
— Potem każesz mi finansować remont swojej córki.
— A kiedy odmawiam, robisz z mojego męża męczennika.
Krystyna wstała.
— Kasia potrzebuje pomocy.
— To jej pomóż.
— Nie mam takich pieniędzy.
— W takim razie najwyraźniej remont musi poczekać.
— Tobie łatwo mówić.
— Tak.
— Bo to nie moje mieszkanie.
Michał potarł twarz dłonią.
— Anka, serio nie możesz po prostu dołożyć części?
Anna spojrzała na niego.
— Ty też uważasz, że powinnam?
— Myślę, że moglibyśmy pomóc.
— „My”?
— Ile ty dajesz?
Michał zawahał się.
— Teraz nie mam wolnych środków.
Anna skinęła głową.
— Czyli znowu „my” oznacza moje pieniądze.
— To nie fair.
— Właśnie bardzo fair.
Krystyna chwyciła torebkę.
— Ja nie będę słuchać tego tonu.
— To nie słuchaj.
— Ale remontu Kasi nie opłacę.
Teściowa spojrzała na syna.
— Michał, powiedz jej coś.
Anna spojrzała na niego razem z nią.
Michał wyglądał jak człowiek stojący pomiędzy dwiema ścianami.
W końcu powiedział:
— Mamo, odpuść.
Krystyna zamarła.
— Słucham?
— Anna ma rację.
— Nie powinnaś była tak do niej mówić.
Anna patrzyła na męża w milczeniu.
To było pierwsze zdanie tego wieczoru, które miało jakiekolwiek znaczenie.
Krystyna zrobiła się czerwona.
— Czyli stajesz po jej stronie?
Michał westchnął.
— Nie chodzi o strony.
— Chodzi o szacunek.
Teściowa spojrzała na nich oboje z niedowierzaniem.
— No proszę.
— Jeszcze pożałujesz.
Chwyciła płaszcz i wyszła.
Drzwi zamknęły się głośno.
W mieszkaniu zapadła cisza.
Michał usiadł z powrotem.
— Nie chciałem, żeby to tak wyszło.
Anna spojrzała na niego.
— Ale wyszło.
— I nie pierwszy raz.
— Wiem.
— Naprawdę?
— Tak.
Michał spuścił wzrok.
— Chyba przyzwyczaiłem się, że łatwiej jest nic nie mówić.
— Dla ciebie.
— Dla mnie to nigdy nie było łatwiejsze.
Zapadła cisza.
Po chwili Michał zapytał:
— Naprawdę chciałaś odejść?
Anna odpowiedziała spokojnie:
— Naprawdę chciałam, żebyś zrozumiał, że nie będę już walczyć o miejsce w małżeństwie, w którym podobno ktoś mnie tylko toleruje.
Michał przyjął to bez obrony.
To było nowe.
Kilka dni później Kasia sama zadzwoniła.
— Mama powiedziała, że odmówiłaś pomocy.
Anna westchnęła.
— Odmówiłam opłacenia remontu.
— To trochę co innego.
Kasia zamilkła.
— Szczerze mówiąc, nie wiedziałam nawet, że mama zamierza cię prosić o całość.
Anna była zaskoczona.
— Naprawdę?
— Naprawdę.
— Myślałam, że chodzi tylko o drobną pomoc.
— Nie chcę, żebyś przez mnie miała problemy.
Anna poczuła, że pierwszy raz ktoś mówi do niej normalnie.
— Dziękuję.
— Poradzę sobie inaczej — powiedziała Kasia.
I poradziła.
Remont zrobiła etapami.
Mniej efektownie.
Później.
Ale za własne pieniądze.
Krystyna długo była obrażona.
Michał natomiast zaczął robić coś, czego wcześniej unikał.
Reagować.
Kiedy matka próbowała kolejny raz powiedzieć, że Anna „powinna być wdzięczna”, przerwał jej.
— Mamo, dosyć.
Krystyna oczywiście się obraziła.
Ale granica została postawiona.
Anna nie zapomniała tamtego wieczoru.
Zwłaszcza własnego zdania:
„To niech przestanie.”
Bo czasami człowiek zbyt długo próbuje udowodnić, że zasługuje na miłość.
A potem nagle rozumie, że jeśli druga strona przedstawia wspólne życie jako poświęcenie, nie trzeba już walczyć o wdzięczność.
Trzeba zacząć walczyć o szacunek.