Marek dogonił ją dopiero na klatce schodowej.
— Anna, zaczekaj.
Nie zatrzymała się.
— Serio wychodzisz przez jeden głupi tekst?
Anna stanęła dopiero przy drzwiach wejściowych.
— Jeden?
Marek westchnął.
— Wiesz, jaka jest moja matka.
— Tak.
— Właśnie dlatego wyszłam.
— Bo wiem, jaka jest.
— I wiem też, jaki ty jesteś przy niej.
Marek zmarszczył brwi.
— Co to ma znaczyć?
Anna odwróciła się do niego.
— To znaczy, że zawsze siedzisz cicho, dopóki problem dotyczy mnie.
— Nie chciałem robić sceny przy rodzinie.
— A twoja matka mogła zrobić scenę ze mnie?
— Przecież ona tylko powiedziała…
Anna zaśmiała się znowu.
Tym razem bez cienia rozbawienia.
— Widzisz?
— Nawet teraz próbujesz to złagodzić.
— Powiedziała, że powinnam być wdzięczna, że się ze mną ożeniłeś.
— Potem podała mi rachunek za wesele twojej siostry.
— A ty zastanawiasz się, czy przypadkiem nie przesadzam.
Marek spuścił wzrok.
— Chodzi tylko o pomoc dla Magdy.
— Nie.
— Chodzi o coś dużo większego.
— O co?
— O to, że twoja matka uważa, że moje miejsce w tej rodzinie trzeba opłacać.
Marek otworzył usta, ale Anna mówiła dalej.
— I najgorsze jest to, że ty pozwalasz jej tak myśleć.
— Nie pozwalam.
— To kiedy ostatnio ją zatrzymałeś?
Marek milczał.
— Kiedy powiedziała, że za dużo pracuję?
— Milczałeś.
— Kiedy powiedziała, że nie jestem wystarczająco rodzinna?
— Milczałeś.
— Kiedy kazała mi finansować prezent dla Magdy?
— Też milczałeś.
— A dzisiaj publicznie mnie poniżyła.
— I znowu nic.
Marek potarł kark.
— Nie wiedziałem, co powiedzieć.
Anna spojrzała na niego długo.
— Właśnie to jest problem.
— Nigdy nie wiesz, co powiedzieć wtedy, kiedy powinieneś stanąć po mojej stronie.
Marek zrobił krok bliżej.
— Dobrze.
— To powiedz mi teraz.
— Zapłacisz część za wesele?
Anna popatrzyła na niego z niedowierzaniem.
— Ty naprawdę pytasz mnie o to po tej rozmowie?
— Chcę tylko wiedzieć.
— Nie.
— Ani złotówki.
Marek zacisnął szczękę.
— Magda się obrazi.
— Może.
— Mama też.
— To jej prawo.
— Będzie awantura.
— I?
— Anna, przecież chodzi o rodzinę.
— Moja godność też jest częścią tego małżeństwa.
Tym razem Marek zamilkł na dłużej.
Anna wyszła z budynku.
Tego wieczoru nie wróciła od razu do domu.
Pojechała do przyjaciółki.
Potrzebowała kilku godzin ciszy.
Telefon dzwonił kilka razy.
Najpierw Marek.
Potem Krystyna.
Potem nawet Magda.
Anna odebrała dopiero za trzecim razem.
— Cześć — powiedziała Magda niepewnie.
— Cześć.
— Mama powiedziała, że zrobiła się straszna awantura.
Anna zamknęła oczy.
— Domyślam się.
— Chcę tylko powiedzieć, że ja nie prosiłam cię o żadne pieniądze.
Anna milczała.
— Naprawdę.
— Mama sama to wymyśliła.
— Wiedziałaś, że zamierza mnie o to poprosić?
— Wiedziałam, że chce z tobą porozmawiać.
— Ale nie wiedziałam, że zrobi to przy wszystkich.
Anna westchnęła.
— Magda, problem nie polega nawet na tym weselu.
— Wiem.
Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.
— Mama czasem naprawdę przesadza — powiedziała Magda.
— Czasem?
Magda zaśmiała się nerwowo.
— Dobra.
— Często.
Pierwszy raz tego dnia Anna poczuła, że ktoś z tamtej rodziny mówi do niej normalnie.
— Nie chcę twoich pieniędzy — dodała Magda.
— Poradzimy sobie inaczej.
— Dziękuję.
— Za co?
— Za to, że przynajmniej jedna osoba nie uważa mnie za bankomat.
Po rozmowie Anna wróciła do domu.
Marek czekał w salonie.
— Rozmawiałem z mamą — powiedział.
Anna zdjęła płaszcz.
— I?
— Powiedziałem jej, że nie zapłacisz.
Anna spojrzała na niego.
— Powiedziałeś jej, że ja nie zapłacę?
Marek zawahał się.
— Tak.
Anna pokręciła głową.
— Nadal niczego nie rozumiesz.
— Co znowu?
— Powinieneś był powiedzieć, że nie powinna była w ogóle mnie o to żądać.
Marek zastygł.
— Różnica jest ogromna.
— W jednym przypadku ja jestem złą synową, która odmówiła.
— W drugim to twoja matka przekroczyła granicę.
Marek usiadł.
Po chwili powiedział:
— Masz rację.
Anna nie spodziewała się tego.
— Co?
— Masz rację.
— Powinienem był powiedzieć to od razu.
— I przy stole.
— Przy wszystkich.
Anna usiadła naprzeciwko niego.
— Właśnie.
Następnego dnia Marek sam zadzwonił do matki.
Anna nie słyszała początku rozmowy.
Usłyszała tylko podniesiony głos Krystyny.
Potem spokojny głos Marka.
— Mamo, nie.
— Anna niczego ci nie jest winna.
Krótka cisza.
— I nie chcę więcej słyszeć, że powinna być wdzięczna za to, że się z nią ożeniłem.
Anna zatrzymała się w korytarzu.
Marek mówił dalej.
— To ja mam być wdzięczny, że nadal ze mną jest po tym, ile razy pozwalałem ci ją obrażać.
Krystyna najwyraźniej powiedziała coś ostrego.
Marek odpowiedział tylko:
— Możesz się obrazić.
— Ale granica się nie zmieni.
Rozłączył się.
Kiedy zobaczył Annę, przez chwilę nic nie mówił.
— Tego powinienem był powiedzieć wczoraj — przyznał.
Anna skinęła głową.
— Tak.
Nie wszystko między nimi naprawiło się od razu.
Ale coś się przesunęło.
Krystyna długo była obrażona.
Magda zorganizowała skromniejsze wesele.
I poradziła sobie bez pieniędzy Anny.
A Anna zapamiętała tamten rodzinny obiad na długo.
Nie dlatego, że ktoś zażądał od niej pieniędzy.
Tylko dlatego, że po raz pierwszy zamiast tłumaczyć się, udowadniać swoją wartość i walczyć o akceptację, po prostu się roześmiała i wyszła.
Bo są sytuacje, których nie trzeba już wyjaśniać.
Trzeba tylko przestać w nich uczestniczyć.