Krystyna patrzyła na dokumenty tak, jakby miała nadzieję, że za chwilę ktoś powie, że to nieporozumienie.
Piotr usiadł ciężko na krześle.
Anna zamknęła teczkę.
— No więc?
Teściowa odchrząknęła.
— Nie wiedziałam, że mieszkanie jest formalnie twoje.
— To miało znaczenie?
Krystyna zawahała się.
— Chodziło mi tylko o to, żeby pomóc Kasi.
— Kosztem mojej sypialni.
— Przecież jesteście rodziną.
Anna uśmiechnęła się bez cienia wesołości.
— Jeszcze pięć minut temu nie byłam wystarczająco rodziną.
Piotr podniósł rękę.
— Anka, uspokójmy się.
Anna odwróciła się do niego.
— Ja jestem spokojna.
— To ty powinieneś zacząć się tłumaczyć.
— Przecież niczego nie ustaliłem za twoimi plecami.
— Nie?
— Nie.
— To skąd twoja matka wiedziała, że możemy przenieść się do mniejszego pokoju?
Piotr zamilkł.
Anna skinęła głową.
— Właśnie.
Krystyna od razu stanęła w obronie syna.
— Piotr tylko powiedział, że może da się coś wymyślić.
— Bez pytania mnie.
— Bo wiedział, że zaczniesz robić problem.
Anna spojrzała na nią spokojnie.
— Czyli najpierw podejmujecie decyzję za mnie.
— A potem mam jeszcze przeprosić, że mi się nie podoba.
Krystyna skrzyżowała ręce.
— Nie lubię tego tonu.
— A ja nie lubię, kiedy ktoś przychodzi do mojego mieszkania i mówi mi, że mam zwolnić sypialnię.
Piotr przetarł twarz dłońmi.
— Dobra.
— Mama przesadziła.
Krystyna odwróciła się do niego gwałtownie.
— Słucham?
— Przesadziłaś.
— Ja?
— Tak.
— Chciałam tylko pomóc twojej siostrze.
— To zapytaj Annę, czy chce pomóc.
— Nie decyduj za nią.
W pokoju zapadła cisza.
Anna obserwowała męża uważnie.
To był pierwszy raz tego dnia, kiedy naprawdę stanął po jej stronie.
Za późno.
Ale jednak.
Krystyna nie zamierzała się poddawać.
— Kasia naprawdę nie ma gdzie się podziać.
Anna od razu odpowiedziała:
— Może zamieszkać tutaj przez kilka dni, jeśli będzie trzeba.
— Ale nie w mojej sypialni.
— I tylko wtedy, jeśli ja się na to zgodzę.
Krystyna prychnęła.
— Wszystko musi być po twojemu?
— W moim domu?
— Tak.
Piotr spojrzał na matkę.
Krystyna zamilkła.
Anna kontynuowała.
— Najbardziej nie chodzi mi nawet o pokój.
— Chodzi o to, jak łatwo było pani powiedzieć, że jestem tymczasowa.
Teściowa spuściła wzrok.
— Powiedziałam to w emocjach.
— A ja zapamiętam to bardzo spokojnie.
— Anna…
— Nie.
— Nie chcę awantury.
— Ja też nie.
— Dlatego ustalmy jedną rzecz.
Piotr spojrzał na żonę.
— Jaką?
— Nikt nie podejmuje decyzji dotyczących tego mieszkania bez mojej zgody.
— Ani twoja mama.
— Ani twoja siostra.
— Ani ty.
Piotr kiwnął głową.
— Dobrze.
Krystyna westchnęła ciężko.
— Naprawdę trzeba było wyciągać dokumenty?
Anna spojrzała na nią długo.
— Widocznie tak.
— Bo dopóki nie zobaczyła pani papieru, moje słowo nie wystarczało.
To zdanie zabolało Krystynę bardziej niż wszystko wcześniej.
Usiadła.
— Nie chciałam, żeby to tak wyglądało.
— Ale tak wyglądało.
— Kasia ma trudną sytuację.
— Rozumiem.
— I nadal mogę jej pomóc.
— Ale pomoc to nie to samo co oddanie komuś prawa do mojego domu.
Piotr westchnął.
— Masz rację.
Krystyna spojrzała na syna z niedowierzaniem.
— Teraz wszystko jest „masz rację”?
Piotr odpowiedział spokojnie.
— Bo ma.
— I ja też powinienem był powiedzieć to od początku.
Anna nic nie odpowiedziała.
Nie zamierzała udawać, że jedno zdanie natychmiast naprawiło problem.
Krystyna w końcu wstała.
— Dobrze.
— Porozmawiam z Kasią.
— Znajdziemy inne rozwiązanie.
Anna skinęła głową.
— To będzie najlepsze.
Teściowa zrobiła kilka kroków w stronę drzwi.
Potem zatrzymała się.
— Nie chciałam cię obrazić.
Anna odpowiedziała dopiero po chwili.
— Ale obraziła mnie pani.
Krystyna spuściła głowę.
Tym razem nie próbowała się bronić.
Kiedy wyszła, Piotr został sam z żoną.
— Przepraszam.
Anna spojrzała na niego.
— Za co?
— Za to, że milczałem.
— To było najgorsze.
— Wiem.
— Nie.
— Teraz dopiero zaczynasz wiedzieć.
Piotr usiadł.
— Co mogę zrobić?
Anna spojrzała na zamkniętą teczkę.
— Następnym razem nie czekaj, aż będę musiała udowadniać papierem, że mam prawo do własnego miejsca.
Piotr kiwnął głową.
I dopiero wtedy zrozumiał, że ta kłótnia nigdy nie była o jedną sypialnię.
Była o to, czy Anna w jego rodzinie naprawdę miała swoje miejsce.
Nie jako „tymczasowa”.
Nie jako żona, którą można przesunąć.
Tylko jako człowiek, którego granice trzeba szanować.