Katarzyna przez chwilę patrzyła na matkę, jakby to ona właśnie powiedziała coś okrutnego.
— Mamo, nie przesadzaj.
— Nie przesadzam.
— Przecież nie powiedziałam, że masz umrzeć.
— Nie musiałaś.
— Wszystko już zaplanowałaś tak, jakby mnie tutaj nie było.
Katarzyna westchnęła.
— Myślę praktycznie.
— Nie.
— Myślisz wygodnie.
Helena podeszła do okna.
Na parapecie stała mała ceramiczna doniczka, którą Katarzyna ulepiła jeszcze w podstawówce.
Helena przechowywała ją przez ponad dwadzieścia lat.
Nagle wydało jej się absurdalne, że córka, której pamiątki wciąż trzymała jak skarby, traktuje jej własne życie jak przeszkodę organizacyjną.
— Kiedy zaczęłaś to planować? — zapytała.
Katarzyna spuściła wzrok.
— Co?
— To mieszkanie.
— Łóżeczko.
— Moją wyprowadzkę.
— Od kiedy?
— No… rozmawialiśmy z Pawłem.
— Czyli twój mąż też o tym wie?
— Oczywiście.
Helena odwróciła się.
— I żadne z was nie pomyślało, żeby najpierw zapytać mnie?
— Chcieliśmy znaleźć rozwiązanie.
— Dla was.
— Mamo, przecież to kiedyś i tak będzie moje.
Helena poczuła, jak robi jej się zimno.
— Kiedyś.
— Tak.
— A teraz?
Katarzyna nie odpowiedziała.
— Teraz nadal jestem właścicielką.
— Nadal tutaj mieszkam.
— Nadal mam swoje plany.
— Nadal żyję.
Córka skrzyżowała ręce.
— Nie musisz od razu robić dramatu.
Helena zaśmiała się krótko.
— Dramatu?
— Przyszłaś do mnie i powiedziałaś, że już swoje przeżyłam.
— A potem pokazałaś mi, gdzie postawisz łóżeczko po mojej wyprowadzce.
Katarzyna wyraźnie się zirytowała.
— Bo ktoś musi myśleć o przyszłości.
— Ja też mam przyszłość.
— Mamo, masz sześćdziesiąt osiem lat.
— Właśnie.
— Nie sto.
Katarzyna zamilkła.
Helena podeszła do komody.
Wyjęła małą szkatułkę.
Nie było w niej żadnych dokumentów.
Były tam tylko stare fotografie i drobiazgi z dzieciństwa córki.
Helena otworzyła ją i spojrzała na małą bransoletkę, którą Katarzyna dostała na pierwsze urodziny.
— Wiesz, ile razy rezygnowałam z czegoś dla ciebie?
— Mamo…
— Nie mówię tego po to, żebyś czuła się winna.
— Mówię, bo właśnie zrozumiałam, że gdzieś po drodze nauczyłam cię, że zawsze ustąpię.
Katarzyna spojrzała na nią.
— To nieprawda.
— Naprawdę?
— W liceum dostałaś mój większy pokój.
— Kiedy zaczęłaś studia, spłacałam twoją część czynszu przez dwa lata.
— Kiedy wyszłaś za mąż, pomogłam wam z wkładem własnym.
— Kiedy Paweł stracił pracę, znowu pomagałam.
— I robiłam to, bo chciałam.
Helena zamknęła szkatułkę.
— Ale pomoc nie oznacza, że masz prawo decydować, kiedy moje życie przestaje być ważne.
Katarzyna usiadła.
Jej pewność siebie zaczęła znikać.
— Nie chciałam tego tak powiedzieć.
— Ale powiedziałaś.
— Byłam zdenerwowana.
— Nie.
— Byłaś bardzo spokojna.
To zabolało bardziej.
Bo Helena miała rację.
Katarzyna nie rzuciła tych słów w kłótni.
Przyszła z gotowym planem.
Zmierzyła pokój.
Wybrała miejsce na łóżeczko.
Omówiła z mężem przeprowadzkę matki.
Jedyną osobą, której nie zapytała o zdanie, była właścicielka mieszkania.
— To co teraz? — zapytała Katarzyna ciszej.
Helena usiadła naprzeciwko niej.
— Teraz wracasz do swojego domu.
— I przestajesz planować mój.
— Ale dziecko…
— Dziecko nie jest argumentem, żeby odebrać komuś mieszkanie.
— Nie chcę ci go odbierać.
Helena spojrzała jej prosto w oczy.
— W takim razie nie zachowuj się tak, jakbyś już je dostała.
Katarzyna spuściła głowę.
— A kiedyś?
— Kiedyś sama zdecyduję.
— Może zostawię je tobie.
— Może sprzedam.
— Może zrobię coś zupełnie innego.
— To będzie moja decyzja.
Córka zaczęła płakać.
Helena nie ruszyła się od razu.
Nie chciała jej karać.
Ale nie zamierzała też pocieszać jej tak szybko, żeby znów wszystko zostało zamiecione pod dywan.
— Naprawdę myślisz, że czekam, aż umrzesz?
Katarzyna ledwo wypowiedziała te słowa.
Helena pokręciła głową.
— Myślę, że przestałaś zauważać, że przede mną jeszcze coś jest.
— I właśnie to boli.
Katarzyna otarła oczy.
— Przepraszam.
Helena skinęła głową.
— Przyjmuję przeprosiny.
— Ale się nie wyprowadzę.
Córka spojrzała na nią.
— Rozumiem.
— I nie chcę już słyszeć, że komuś moje mieszkanie jest „bardziej potrzebne”.
— Dobrze.
Po raz pierwszy tego dnia Katarzyna nie próbowała dyskutować.
Kiedy wychodziła, zatrzymała się przy drzwiach.
— Mamo?
— Tak?
— To łóżeczko może stać u nas.
Helena spojrzała na nią spokojnie.
— Właśnie tam powinno stać.
Drzwi się zamknęły.
Helena została sama w salonie.
Usiadła w swoim starym fotelu.
Tym, który córka chciała wyrzucić.
I pierwszy raz od bardzo dawna poczuła, że musi zacząć chronić nie tylko swój dom.
Musi także chronić prawo do własnej przyszłości.