W kuchni zapadła cisza.
Krystyna patrzyła na Martę, jakby przez chwilę nie wiedziała, co odpowiedzieć.
— Ja sobie niczego nie przywłaszczyłam — powiedziała w końcu chłodno. — Po prostu mówię, co byłoby rozsądne.
— Nie. Ty mówisz, jak chciałabyś wydać moje pieniądze.
— Wasze pieniądze — poprawiła ją natychmiast.
Marta powoli odsunęła krzesło i usiadła naprzeciwko.
— Nie. Moje.
Tomek poruszył się niespokojnie.
— Marta, może nie róbmy z tego wojny.
Spojrzała na niego.
— Wojny? Twoja matka właśnie podzieliła spadek po mojej ciotce na swoją kuchnię, twój samochód i mieszkanie dla twojej siostry, a ty mówisz mi, żebym nie robiła wojny?
— Mama tylko powiedziała, co myśli.
Krystyna od razu wykorzystała jego słowa.
— Właśnie. Mam chyba prawo mieć zdanie.
— O swoim majątku? Oczywiście. O moim? Nie.
Teściowa prychnęła.
— Nie bądź śmieszna. Przecież jesteś żoną mojego syna.
— I co to zmienia?
— Wszystko. Małżeństwo to wspólnota.
Marta przez kilka sekund wpatrywała się w nią.
— Wspólnota nie oznacza, że twoja matka dostaje prawo do mojego spadku.
Krystyna odchyliła się na krześle.
— Ty w ogóle słyszysz, jak to brzmi? „Mój spadek”, „moje pieniądze”. Tylko ja, ja, ja.
— A ty słyszysz siebie? Kobieta jeszcze dobrze nie ostygła w grobie, a ty już kupujesz za jej pieniądze nową kuchnię.
Twarz Krystyny stwardniała.
— Nie pozwalaj sobie.
— Właśnie zaczynam.
Tomek wstał.
— Dobra, koniec. Oboje przesadzacie.
Marta spojrzała na niego uważnie.
— Oboje?
— Tak. Mama nie powinna była mówić tego w taki sposób, ale ty też nie musisz od razu jej atakować.
To zdanie wystarczyło.
Marta nagle zrozumiała, że ta rozmowa wcale nie zaczęła się dziś.
— Wiedziałeś? — zapytała.
Tomek zmarszczył brwi.
— O czym?
— O tym, że twoja matka chce połowę.
Nie odpowiedział od razu.
I właśnie to było odpowiedzią.
— Tomek.
— Rozmawialiśmy luźno.
Marta poczuła zimno w żołądku.
— Czyli już wcześniej rozmawialiście o tym, co zrobić z pieniędzmi po mojej ciotce?
— Bez przesady. Mama tylko rzuciła temat.
— A ty?
Tomek westchnął.
— Powiedziałem, że samochód faktycznie by się przydał.
Marta przez moment zamknęła oczy.
Teraz wszystko było jasne.
Nie chodziło tylko o bezczelność teściowej.
Jej własny mąż uczestniczył w tej rozmowie.
Może nie rozdawał pieniędzy tak otwarcie jak matka, ale już zdążył znaleźć dla nich zastosowanie.
— Wy oboje naprawdę uznaliście, że wystarczy poczekać, aż dostanę spadek, a potem go podzielicie?
— Nie dramatyzuj — odpowiedział Tomek. — Jesteśmy małżeństwem. Normalne, że pomyślałem o nas.
— O nas? Czy o sobie?
Krystyna gwałtownie wstała.
— No dobrze, skoro taka jesteś, to zatrzymaj sobie wszystko. Tylko potem nie oczekuj pomocy od rodziny.
Marta spojrzała jej prosto w oczy.
— Jakiej pomocy?
Krystyna zamilkła.
— Kiedy moja ciotka chorowała, ani razu nie zapytałaś, czy czegoś potrzebuję. Kiedy jeździłam do niej do szpitala, mówiłaś, że przesadzam. Kiedy umarła, zadzwoniłaś dopiero wtedy, kiedy dowiedziałaś się o testamencie.
Krystyna pobladła.
— To podłe.
— Podłe jest udawanie troski dopiero wtedy, kiedy pojawiają się pieniądze.
Tomek próbował przerwać.
— Marta…
— Nie. Teraz ja skończę.
Odwróciła się do niego.
— Nie mam problemu z tym, że jako małżeństwo rozmawiamy o finansach. Mam problem z tym, że ty rozmawiałeś o moim spadku ze swoją matką, zanim porozmawiałeś ze mną.
Tomek spuścił wzrok.
— Myślałem, że się zgodzisz.
— Właśnie. Myślałeś, że nie musisz pytać.
Krystyna chwyciła torebkę.
— Ja nie będę słuchać tych oskarżeń.
— To nie są oskarżenia. To podsumowanie.
Teściowa wyszła, trzaskając drzwiami.
Tomek został.
Przez dłuższą chwilę nic nie mówił.
— Przepraszam — odezwał się w końcu. — Faktycznie zachowałem się tak, jakbym już miał prawo do tych pieniędzy.
Marta spojrzała na niego zmęczona.
— I właśnie dlatego niczego nie dostaniesz tylko dlatego, że jesteś moim mężem.
Nie była to kara.
Nie chodziło też o chciwość.
Marta po prostu po raz pierwszy zobaczyła wyraźnie, jak szybko cudzy majątek potrafi zmienić sposób, w jaki ludzie patrzą na człowieka.
Kilka tygodni później część spadku przeznaczyła na rzeczy, które naprawdę miały dla niej znaczenie.
Nie powiedziała Krystynie jakie.
Nie musiała.
A kiedy teściowa po czasie ponownie zaczęła temat „rodzinnego dzielenia się”, Marta odpowiedziała spokojnie:
— Dzielenie się jest wtedy, kiedy ktoś daje z własnej woli. Kiedy ktoś inny już planuje, ile mu się należy, to nie jest rodzina. To roszczenie.
Tym razem Krystyna nie miała gotowej odpowiedzi.