Robert odwrócił głowę w stronę ciotki.
— Co masz na myśli?
Teresa przez chwilę patrzyła na niego bez słowa.
— To, że przez trzydzieści lat zbudowałeś sobie historię, w której Magda dostała wszystko, a ty nic.
Robert prychnął.
— Bo tak było.
— Nie. Tak to zapamiętałeś.
Magda siedziała nieruchomo.
Nie wiedziała, do czego ciotka zmierza.
Teresa była młodszą siostrą ich matki. Była obecna przez całe ich dzieciństwo. Widziała rodzinę z bliska, ale nigdy wcześniej nie komentowała dawnych konfliktów.
— Pamiętasz, dlaczego rodzice częściej chwalili Magdę za szkołę? — zapytała.
— Bo ją uwielbiali.
— Bo ty przestałeś się uczyć w liceum i sam mówiłeś, że szkoła jest dla frajerów.
Robert zacisnął usta.
— Pamiętasz, dlaczego ojciec pożyczył Magdzie pieniądze na studia?
— Właśnie. Kolejny przykład.
— A pamiętasz, że rok wcześniej spłacił twoje długi po tym, jak wziąłeś kredyt i nie powiedziałeś nikomu?
Robert pobladł.
Magda spojrzała na brata.
O tym nigdy nie wiedziała.
— To było co innego — mruknął.
— Oczywiście — odpowiedziała Teresa. — Wszystko jest „co innego”, kiedy nie pasuje do twojej historii.
W salonie zrobiło się cicho.
Robert wstał i podszedł do okna.
— Nie rozumiecie. Zawsze czułem się drugi.
Tym razem w jego głosie nie było już złości. Było coś znacznie starszego i bardziej bolesnego.
Magda odezwała się spokojnie:
— Mogłeś mi to powiedzieć.
Odwrócił się gwałtownie.
— Kiedy? Kiedy wszyscy klepali cię po plecach? Kiedy mama mówiła, że powinnienem brać z ciebie przykład?
— Nie wiedziałam, że tak to odbierasz.
— Bo nigdy nie musiałaś wiedzieć.
Magda spuściła wzrok.
Po raz pierwszy poczuła nie tylko złość. Poczuła też żal.
Nie dlatego, że zgadzała się z jego wersją. Ale dlatego, że jej brat naprawdę przeżył połowę życia przekonany, że jest mniej kochany.
Problem polegał na tym, że z tego bólu zrobił sobie prawo do krzywdzenia jej.
— Robert — powiedziała po chwili. — Jeśli rodzice cię ranili, miałeś prawo być zły na nich. Nie na mnie.
— Łatwo ci mówić.
— Nie. To wcale nie jest łatwe. Bo właśnie dowiedziałam się, że mój brat nienawidził mnie za coś, na co nie miałam wpływu.
Usiadł z powrotem.
— Chcę tylko sprawiedliwości.
— Nie. Chcesz, żebym zapłaciła za twoje dzieciństwo.
Nie odpowiedział.
Magda kontynuowała:
— Spadek nie jest odszkodowaniem za to, kto dostał więcej uwagi przy stole dwadzieścia pięć lat temu. Jeśli uważasz, że rodzice popełnili wobec ciebie błędy, możemy o tym rozmawiać. Ale nie będę oddawała ci swojego majątku, żebyś poczuł, że wreszcie wygrałeś ze mną.
Robert uderzył dłonią w kolano.
— Zawsze wszystko umiesz powiedzieć tak, żeby wyjść rozsądnie.
— A ty zawsze słyszysz w moich słowach atak.
— Bo całe życie byłaś ich idealnym dzieckiem!
Teresa westchnęła.
— Robert, twoja matka płakała przeze mnie niejeden raz, że nie potrafi się do ciebie zbliżyć.
Robert zamilkł.
— Co?
— Myślisz, że nie martwiła się tobą? Martwiła się najbardziej właśnie o ciebie. Tylko że im bardziej próbowała ci pomóc, tym bardziej ją odpychałeś.
— To nieprawda.
— Dzwoniła do mnie po waszych kłótniach. Pytała, co robi źle. Kiedy dostałeś pierwszą pracę, wszystkim opowiadała, jaka jest z ciebie dumna. Kiedy rozwiodłeś się z Anią, chciała przyjechać, ale powiedziałeś jej, żeby się nie wtrącała.
Robert spuścił głowę.
Magda patrzyła na niego i widziała, jak pewność, z którą wszedł do tego pokoju, zaczyna pękać.
Nie zniknęły lata urazy.
Nie zniknęły wspomnienia.
Ale po raz pierwszy pojawiło się miejsce na pytanie, czy wszystko naprawdę wyglądało tak, jak przez lata sobie powtarzał.
— I co teraz? — zapytał cicho.
Magda nie odpowiedziała od razu.
— Teraz możesz dalej mnie nienawidzić. Możesz też dalej uważać, że coś ci jestem winna. Ale ja nie przyjmę tego długu.
Spojrzał na nią.
— Czyli nie oddasz mi swojej części?
— Nie.
— Nawet po tym wszystkim?
— Właśnie dlatego nie.
Robert odchylił się na krześle.
— Wiedziałem.
Magda pokręciła głową.
— Nadal tego nie rozumiesz. Ja nie mówię „nie”, żeby cię pokonać. Mówię „nie”, bo nie można naprawić trzydziestu lat bólu przelewem bankowym.
Po tych słowach nikt przez dłuższą chwilę się nie odezwał.
Teresa wstała i wyszła do kuchni, zostawiając rodzeństwo samych.
Robert spojrzał na fotografię rodziców stojącą na półce.
— Naprawdę myślisz, że mnie kochali?
Magda poczuła, jak ściska ją w gardle.
— Tak.
— Skąd możesz wiedzieć?
— Bo kiedy mama chorowała, prawie za każdym razem pytała, czy dzwoniłeś.
Robert zamknął oczy.
I właśnie wtedy Magda zrozumiała, że spadek był tylko zapalnikiem.
Prawdziwa wojna zaczęła się wiele lat wcześniej, w dziecięcym pokoju, między dwojgiem rodzeństwa, które zupełnie inaczej zapamiętało tych samych rodziców.
Tego dnia nie pogodzili się.
Robert nie przeprosił.
Magda też nie udawała, że wszystko jest dobrze.
Ale po raz pierwszy od dziesięcioleci przestali rozmawiać o pieniądzach.
Zaczęli rozmawiać o tym, co naprawdę ich podzieliło.
I być może właśnie to było jedynym spadkiem, którego żadne z nich wcześniej nie chciało przyjąć.