Przez kilka sekund żaden z nich się nie odezwał.
Paweł pierwszy odsunął kartkę od siebie.
— To jest absurd. Nie będziemy płacić takiej kwoty.
— „My”? — Monika uniosła brwi. — Ciekawe słowo. Wczoraj, kiedy pytałam, kto pozwolił Kamilowi wziąć mój samochód, mówiłeś, że to nie twoja sprawa.
Kamil wziął wycenę do ręki i zaczął czytać jeszcze raz.
Uszkodzony zderzak, reflektor, elementy zawieszenia, drzwi, lakierowanie kilku części, diagnostyka, laweta, kilka tygodni auta zastępczego.
Kwota rosła z każdą linijką.
— Przecież jest ubezpieczenie — burknął.
— Jest — odpowiedziała Monika. — Tylko że samochód został użyty bez mojej zgody, a ty sam przyznałeś, że jechałeś nim prywatnie. Do tego szkoda nie wygląda na „zwykłą rysę”. Ubezpieczyciel sprawdza sprawę. Na razie niczego wam nie obiecano.
Paweł zaczął się denerwować.
— Monika, po co robisz z tego wojnę? Jesteśmy rodziną.
— Właśnie dlatego czekałam, że zachowacie się jak rodzina.
Spojrzała na męża.
— Ty powinieneś był zapytać mnie o zgodę. On powinien był przeprosić. A kiedy zobaczyliśmy samochód, obaj powinniście byli powiedzieć: „Naprawimy to”. Zamiast tego usłyszałam, że sama jestem winna, bo kupiłam coś drogiego.
Kamil prychnął.
— Bo przesadzasz. Samochód to rzecz.
— Świetnie. Skoro to tylko rzecz, to nie powinno być problemu z zapłaceniem za rzecz, którą zniszczyłeś.
Kamil otworzył usta, ale nie znalazł odpowiedzi.
Paweł wstał od stołu.
— Nie będę płacił za jego wypadek.
— Zapłacisz swoją część za to, że dałeś mu mój samochód bez zgody.
— Nie ma czegoś takiego jak „moja część”.
— Jest. I właśnie rozmawiałam z prawnikiem.
To zdanie zmieniło atmosferę w pokoju.
Paweł usiadł z powrotem.
— Z prawnikiem?
— Tak. Chciałam wiedzieć, jakie mam możliwości.
Monika nie zamierzała nikogo straszyć. Potrzebowała tylko jasnej odpowiedzi, kto odpowiada za sytuację, którą stworzono bez jej wiedzy.
Prawnik wyjaśnił jej, że niezależnie od tego, jak ostatecznie rozliczy szkodę ubezpieczyciel, może dochodzić pokrycia nieubezpieczonych kosztów od osoby odpowiedzialnej za zniszczenie, a kwestia wydania auta bez zgody właścicielki również może mieć znaczenie.
Nagle dla Pawła i Kamila sprawa przestała być rodzinnym żartem.
— Chcesz ciągać własnego męża i szwagra po sądach? — zapytał Kamil.
— Nie chcę. Chcę, żebyście naprawili to, co zrobiliście.
— A jeśli nie?
Monika spojrzała na męża.
— Wtedy nie będę już rozwiązywała waszych problemów za was.
Paweł pobladł.
Bo wiedział, że nie chodzi tylko o samochód.
Od lat Monika była tą osobą, która załatwiała trudne sprawy. Gdy jego brat pożyczał pieniądze i oddawał je po miesiącach — Monika milczała. Gdy Kamil przychodził bez zapowiedzi i traktował ich dom jak własny — to ona ustępowała. Gdy Paweł mówił: „Daj spokój, przecież to rodzina”, zawsze to Monika miała coś poświęcić.
Tym razem odmówiła.
— To ile ode mnie chcesz? — zapytał w końcu Kamil ciszej.
— Nie „ode mnie”. Od was. Tyle, ile zostanie po decyzji ubezpieczyciela. Plus wszystkie koszty, których nie pokryje.
— To mogą być tysiące.
— Wiem.
— Nie mam takich pieniędzy.
Monika wzruszyła ramionami.
— Ja też nie miałam ich za dużo, kiedy kupowałam ten samochód. Dlatego oszczędzałam przez cztery lata.
Paweł przetarł twarz dłońmi.
— Mogliśmy się dogadać.
— Mogliśmy. Wczoraj. Kiedy stałam przed rozbitym autem.
Cisza zrobiła się ciężka.
Po chwili Paweł spojrzał na brata.
— Ty naprawdę powiedziałeś jej, że sama jest winna?
Kamil spuścił wzrok.
Monika prawie się roześmiała.
— Dopiero teraz cię to interesuje?
Paweł nic nie odpowiedział.
Kilka dni później przyszła ostateczna decyzja dotycząca szkody. Część kosztów została pokryta, ale nie wszystko.
Pozostała suma nadal była bolesna.
Tym razem Kamil nie żartował.
Paweł też nie mówił już o „zabawce”.
Obaj przelali swoją część.
Wieczorem Paweł próbował przeprosić.
— Nie pomyślałem…
Monika przerwała mu spokojnie.
— Właśnie na tym polega problem. Nie pomyślałeś, bo byłeś pewien, że ja poniosę konsekwencje.
Spojrzał na nią długo.
— I co teraz?
— Teraz już wiesz, że moich rzeczy nie rozdaje się bez pytania. A twoja rodzina nie będzie więcej oznaczała, że ja zawsze mam ustępować.
Tego dnia Paweł zrozumiał, że rachunek za rozbity samochód był wysoki.
Ale znacznie droższe mogło się okazać odzyskanie zaufania żony.