Jadwiga przez chwilę stała nieruchomo.
Potem zacisnęła usta.
— Nie będziesz mnie uczyć, jak mam przeżywać śmierć własnego syna.
Anna pokiwała głową.
— Nie zamierzam. Ale ty też nie będziesz mi mówić, że po piętnastu latach małżeństwa byłam dla niego „nikim”.
— Nie powiedziałam, że nikim.
— Powiedziałaś dokładnie: „Ty mu jesteś nikim z krwi”.
— Bo to prawda.
Anna spojrzała na nią ze zmęczeniem.
— A czy Piotr żył z krwią, czy ze mną?
Jadwiga prychnęła.
— Zawsze umiałaś odwrócić wszystko przeciwko mnie.
— Nie odwracam. Pytam.
Teściowa ścisnęła kartkę w dłoni.
— Te rzeczy mają dla nas wartość sentymentalną.
— Dla mnie też.
— Ale to był mój syn.
— A mój mąż.
— Matka jest jedna.
— Żona też była jedna.
W pokoju zapadła cisza.
Anna nie miała siły na krzyk.
Po pogrzebie przestała mieć siłę na wiele rzeczy.
Ale jedno wiedziała na pewno.
Nie pozwoli, żeby ktokolwiek wszedł do jej domu i potraktował pamięć o Piotrze jak magazyn do opróżnienia.
Jadwiga położyła kartkę na stole.
— Nie chcę się z tobą kłócić. Po prostu chcę zabrać to, co powinno należeć do naszej rodziny.
Anna spojrzała na listę.
— A kto zdecydował, że powinno?
— To oczywiste.
— Dla kogo?
Jadwiga westchnęła.
— Dla każdego normalnego człowieka.
Anna podniosła kartkę.
Przeczytała jeszcze raz.
Na liście był aparat, który kupili razem podczas podróży do Pragi.
Była kurtka, którą Anna wybierała z Piotrem przez pół dnia.
Był zegarek, który dostał od niej na dziesiątą rocznicę ślubu.
Była nawet stara skrzynka z narzędziami, którą trzymał na balkonie i z której korzystał co tydzień.
To nie były po prostu przedmioty.
To były fragmenty ich wspólnego życia.
— Tego zegarka nie dostaniesz — powiedziała Anna.
— Dlaczego?
— Bo ja mu go dałam.
Jadwiga uniosła brwi.
— I co z tego? Teraz Piotra nie ma.
To zdanie przecięło Annę jak nóż.
Przez chwilę nie mogła odpowiedzieć.
Teściowa chyba zrozumiała, że poszła za daleko, ale zamiast przeprosić, dodała tylko:
— No przecież obie wiemy, jaka jest sytuacja.
Anna powoli odłożyła kartkę na stół.
— Właśnie. Ja wiem.
Wstała.
— I dlatego od dziś niczego z tego mieszkania nie zabierzesz bez wcześniejszego ustalenia ze mną.
Jadwiga spojrzała na nią z niedowierzaniem.
— Zabraniam ci?
— Tak.
— Nie masz prawa.
— W moim domu mam.
— To był też dom Piotra!
— Właśnie dlatego nie będziesz go opróżniać dwa tygodnie po jego śmierci.
Jadwiga zrobiła krok w jej stronę.
— Chcesz wszystko zatrzymać?
Anna pokręciła głową.
— Nie. Chcę mieć czas.
— Na co?
— Na pożegnanie.
Te dwa słowa po raz pierwszy naprawdę uciszyły teściową.
Anna mówiła dalej:
— Może kiedyś oddam ci część jego rzeczy. Może razem wybierzemy coś dla ciebie, dla Marka, dla reszty rodziny. Ale nie teraz. Nie z listą. Nie jak przy podziale magazynu.
Jadwiga odwróciła wzrok.
— Myślisz, że mnie nie boli?
— Nie wiem.
— Jak możesz tak mówić?
— Bo odkąd weszłaś, mówisz tylko o rzeczach.
Tym razem Jadwiga nie odpowiedziała.
Usiadła ciężko na krześle.
Po raz pierwszy wyglądała nie jak kobieta, która przyszła coś zabrać.
Tylko jak matka, która coś straciła.
— Ja nie wiem, co robić — powiedziała nagle cicho.
Anna poczuła, że cała złość na moment z niej schodzi.
— Ja też nie.
Jadwiga spuściła wzrok.
— W domu nie mam nic jego.
— Masz wspomnienia.
— To nie to samo.
Anna usiadła naprzeciwko.
— Wiem.
Przez dłuższą chwilę żadna z nich się nie odzywała.
Potem Anna przesunęła kartkę w stronę teściowej.
— Zabierz listę.
Jadwiga spojrzała pytająco.
— Nie będziemy dziś niczego dzielić. Ale kiedy będę gotowa, usiądziemy razem i wybierzemy coś, co naprawdę miało dla niego znaczenie.
— A jeśli nie będziesz chciała?
Anna zawahała się.
— Wtedy ci powiem. Ale nie podejmę tej decyzji pod presją.
Jadwiga schowała kartkę do torebki.
Nie przeprosiła.
Jeszcze nie.
Ale też nie próbowała wejść do sypialni ani otwierać szaf.
Przed wyjściem zatrzymała się w drzwiach.
— Ten zegarek… naprawdę był od ciebie?
Anna skinęła głową.
— Na dziesiątą rocznicę.
Jadwiga długo patrzyła na jej twarz.
— To go zatrzymaj.
I wyszła.
Kilka tygodni później spotkały się ponownie.
Bez listy.
Bez żądań.
Anna dała jej stary szalik Piotra i rodzinny album, który należał do niego jeszcze przed ślubem.
Jadwiga trzymała szalik w dłoniach bardzo długo.
Tym razem płakała.
Anna też.
I wtedy obie zrozumiały coś, czego nie potrafiły zobaczyć tamtego pierwszego dnia.
Żałoba potrafi zrobić z ludzi egoistów.
Potrafi zamienić strach przed utratą w potrzebę chwytania wszystkiego, co zostało.
Ale żaden przedmiot nie daje prawa do odebrania drugiemu człowiekowi jego miejsca w czyimś życiu.
Anna nie była „nikim z krwi”.
Była kobietą, z którą Piotr dzielił piętnaście lat.
A tego nie dało się spakować do żadnej torby ani wpisać na żadną listę.