— Sprzedałaś domek? — powtórzył Marek.
— Tak.
— Komu?
— Małżeństwu z Poznania.
— I oni już są właścicielami?
— Od lutego.
Marek odsunął talerz.
— Nie wierzę.
— To nie zmienia faktów.
— Ale dlaczego go sprzedałaś?
Anna wzruszyła ramionami.
— Bo prawie tam nie jeździłam. Sam przed chwilą to powiedziałeś.
Żona Marka spojrzała na niego nerwowo.
— Może właściciele zgodziliby się wynająć nam go na lato?
Anna pokręciła głową.
— Nie wiem. Musicie ich zapytać.
— Ty zapytaj — powiedział Marek.
— Nie.
— Dlaczego?
— Bo ja już nie mam z tym domkiem nic wspólnego.
Brat zaczął się irytować.
— Anka, przecież wiedziałaś, że lubimy tam jeździć.
— Lubić to jedno. Uznać, że od lata będziecie korzystać na stałe, to drugie.
— Bo ty go nie potrzebowałaś!
— A więc sprzedałam.
To zdanie zatrzymało go na chwilę.
Matka westchnęła.
— Szkoda tylko, że nie został w rodzinie.
Anna spojrzała na nią.
— Kto z rodziny chciał go kupić?
Nikt nie odpowiedział.
— Właśnie.
Marek wstał od stołu.
— Mogłaś chociaż dać nam pierwszeństwo.
— Mogłam, gdybyście kiedykolwiek powiedzieli, że chcecie go kupić.
— Przecież nie mieliśmy tylu pieniędzy.
— Czyli chcieliście tylko korzystać.
— To źle?
— Nie. Gdybyście zapytali.
Żona Marka odezwała się ciszej:
— Chyba rzeczywiście założyliśmy, że skoro Anna nie jeździ, to po prostu możemy przejąć domek.
Marek spojrzał na nią z wyrzutem.
— Nie „przejąć”. Korzystać.
Anna pokręciła głową.
— Powiedziałeś: „zostaw nam”. To brzmi dość jasno.
Marek zacisnął usta.
— I co zrobiłaś z pieniędzmi?
Anna uniosła brwi.
— To już naprawdę nie twoja sprawa.
— Pytam tylko.
— A ja tylko odpowiadam.
Matka próbowała rozładować napięcie.
— Może spokojnie. Domek sprzedany, nic już nie zrobimy.
Anna spojrzała na nią łagodniej.
— Właśnie.
Marek przez resztę obiadu prawie się nie odzywał.
Tydzień później zadzwonił.
— Sprawdziłem ceny domków na lato.
— I?
— Kosmos.
— Domyślam się.
— Chyba dlatego tak się wkurzyłem.
Anna milczała.
— W głowie już miałem to wszystko poukładane — dodał. — Dzieci, wakacje, praca zdalna…
— W cudzym miejscu.
— No właśnie.
Po chwili westchnął.
— Chyba naprawdę potraktowałem twój domek jak rodzinny zasób.
— Trochę tak.
— A ty nigdy nie mówiłaś, że możemy korzystać cały czas.
— Nie.
— Tylko od czasu do czasu.
— Dokładnie.
Marek zaśmiał się gorzko.
— Czyli sam sobie dopisałem resztę.
— Tak.
Kilka miesięcy później Marek z rodziną wynajęli niewielki domek w zupełnie innym miejscu.
Tylko na dwa tygodnie.
Kiedy wrócił, powiedział Annie:
— Wiesz co? Chyba nawet lepiej, że wynajęliśmy coś swojego na ten czas.
— Dlaczego?
— Bo nikt nie miał poczucia, że korzystamy z czegoś „bo rodzina”.
Anna uśmiechnęła się.
— Wygodniejsze?
— Dużo.
Nie odzyskali starego domku.
Ale zyskali coś ważniejszego.
Marek w końcu zrozumiał, że cudza rzecz nie staje się wspólna tylko dlatego, że właściciel korzysta z niej rzadko.
A brak używania nie jest zgodą na przejęcie.
Czasem pusty pokój, garaż czy domek nadal ma właściciela.
I nadal trzeba zapytać.