— Sprzedajesz część ogrodu? — powtórzył Marcin.
— Tak.
— Od kiedy?
— Od kilku miesięcy załatwiam podział.
Dorota spojrzała na niego, potem na Katarzynę.
— Ale przecież tutaj zawsze siedzieliśmy latem.
— To prawda.
— Dzieci się tu bawią.
— Też prawda.
— To dlaczego nic nam nie powiedziałaś?
Katarzyna uniosła brwi.
— A dlaczego miałam?
Marcin od razu się oburzył.
— Bo jesteśmy rodziną!
— I dlatego mam konsultować sprzedaż własnej ziemi?
— Nie sprzedaż. Ale przynajmniej uprzedzić.
Katarzyna spojrzała na niego spokojnie.
— Ty przed chwilą powiedziałeś, że postawisz tu ogrodzenie. Uprzedziłeś mnie?
Marcin zamilkł.
Dorota westchnęła.
— Może rzeczywiście za szybko to ustaliliśmy.
— Nie „może”.
Marcin odwrócił się do żony.
— Przecież chciałem tylko zrobić coś dla dzieci.
— Na cudzej ziemi — odpowiedziała Katarzyna.
— Cudzej? Naprawdę tak teraz będziesz mówić?
— A jak mam mówić?
— Przecież to rodzinny ogród.
Katarzyna pokręciła głową.
— Nie. To ogród, do którego zapraszam rodzinę.
Ta różnica zawisła między nimi.
Marcin zrobił kilka kroków po tarasie.
— I komu sprzedajesz?
— Jeszcze nie wiem. Mam dwóch zainteresowanych.
— Obcym?
— Tak.
— Czyli wolisz sprzedać obcym niż zostawić rodzinie?
Katarzyna zaśmiała się krótko.
— Zostawić? Marcin, ty nie chciałeś kupić tej ziemi. Chciałeś korzystać z niej za darmo.
— Bo jesteśmy rodzeństwem!
— Właśnie. A nie wspólnikami.
Dorota spuściła wzrok.
— A gdybyśmy chcieli kupić?
Katarzyna spojrzała na nią.
— Wtedy moglibyśmy o tym porozmawiać jak dorośli ludzie.
Marcin prychnął.
— Nie stać nas teraz.
— Rozumiem.
— I dlatego ta sprzedaż jest kompletnie bez sensu.
— Dla ciebie.
— A dla ciebie?
Katarzyna odetchnęła.
— Dla mnie ma sens. Teren jest za duży. Nie chcę już płacić za utrzymanie wszystkiego. Chcę zostawić sobie część przy domu, a resztę sprzedać.
— I co zrobisz z pieniędzmi?
— To moja sprawa.
— Wszystko jest „twoją sprawą”.
— Jeśli chodzi o moją własność, to w dużej mierze tak.
Marcin spojrzał na nią ostro.
— Jesteś strasznie egoistyczna.
Katarzyna przez chwilę nic nie mówiła.
— Egoizmem jest sprzedać własną ziemię?
— Egoizmem jest nie pomyśleć o rodzinie.
— Pomyślałam.
— I?
— Doszłam do wniosku, że rodzina może korzystać z mojego ogrodu, kiedy ją zapraszam. Ale nie może go sobie dzielić.
Dorota usiadła.
— Marcin… ona ma rację.
— Ty też?
— Tak. Bo my już nawet rozmawialiśmy o tym, jak wysoki ma być płot. A Kasia ani razu nie powiedziała, że chce oddać nam ten kawałek.
Marcin spuścił wzrok.
To był pierwszy moment, w którym naprawdę zabrakło mu argumentów.
Kilka tygodni później geodeta wyznaczył nową granicę.
Marcin przyjechał wtedy sam.
Stanął z siostrą w ogrodzie i patrzył na wbite oznaczenia.
— Czyli naprawdę to sprzedajesz.
— Tak.
— Dziwnie.
— Co?
— Chyba zawsze myślałem, że to wszystko zostanie takie samo.
Katarzyna spojrzała na niego.
— Nic nie zostaje takie samo tylko dlatego, że nam wygodnie.
Marcin uśmiechnął się krzywo.
— Masz rację.
Po chwili dodał:
— Przepraszam za ten płot.
— Za płot?
— Za to, że w ogóle zacząłem planować go bez pytania.
Katarzyna skinęła głową.
— To już lepiej brzmi.
Teren został sprzedany kilka miesięcy później.
Nowi właściciele postawili własne ogrodzenie.
Marcin z rodziną nadal przyjeżdżali do Katarzyny.
Dzieci bawiły się w tej części ogrodu, która została przy domu.
Tylko tym razem, kiedy Dorota chciała postawić mały basen, zapytała:
— Kasia, możemy tutaj?
Katarzyna uśmiechnęła się.
— Możecie.
Bo granica nie musi oddalać ludzi.
Czasem wystarczy, że przypomina im o jednym prostym fakcie:
rodzina może być blisko.
Ale cudza własność nadal pozostaje cudza.