Renata przez chwilę patrzyła na Marka w osłupieniu.
— Naprawdę zamknąłeś działalność?
— Tak.
— Po tylu latach?
— Tak.
Piotr westchnął.
— Czemu nam nic nie powiedziałeś?
Marek wzruszył ramionami.
— Bo jeszcze nie zdążyłem. Chciałem najpierw wszystko pozamykać.
— I co teraz będziesz robił? — zapytała Renata.
— Mam pracę w firmie meblarskiej. Stałą. Bez własnych klientów, bez sobót, bez papierologii.
Piotr spojrzał na niego zaskoczony.
— To dlatego ostatnio rzadziej tu bywałeś?
— Tak.
Renata skrzyżowała ręce.
— No dobrze, ale skoro lokal jest jeszcze przez kilka dni…
Marek spojrzał na nią.
— Nie.
— Nawet nie wiesz, co chciałam powiedzieć.
— Wiem dokładnie.
— Kamil mógłby chociaż zacząć tutaj przez miesiąc.
— Nie może.
— Bo?
— Bo to już nie jest moja przestrzeń do rozdawania.
Renata prychnęła.
— Przecież przez lata mówiłeś „mój warsztat”.
— Bo prowadziłem tu działalność. Lokal był wynajmowany.
Piotr spojrzał na żonę.
— Renata, chyba naprawdę założyliśmy za dużo.
— Ja tylko chciałam pomóc synowi.
Marek odpowiedział spokojnie:
— I możesz mu pomóc. Ale nie cudzym lokalem.
— Cudzym? Przecież jesteśmy rodziną.
— To nie zmienia właściciela.
Zapadła cisza.
Po chwili Piotr zapytał:
— Kamil już wszystko kupił?
Renata spuściła wzrok.
— Trochę sprzętu.
— Na podstawie czego?
— Myślałam, że Marek się zgodzi.
Marek uniósł brwi.
— I znowu wracamy do tego samego.
— Do czego?
— Do myślenia, że czyjaś zgoda jest formalnością.
Renata usiadła na krześle.
— Chciałam, żeby młody nie zaczynał od zera.
— Rozumiem.
— Naprawdę?
— Tak. Ale ja też kiedyś zaczynałem od zera.
— I właśnie dlatego powinieneś mu pomóc.
Marek westchnął.
— Mogę mu doradzić. Mogę pokazać, gdzie szukać klientów. Mogę polecić dwóch dostawców. Ale nie mogę oddać mu miejsca, którego już nie mam.
Piotr pokiwał głową.
— To uczciwe.
Renata spojrzała na męża z irytacją.
— Teraz nagle wszystko jest uczciwe?
— Nie. Po prostu Marek ma rację.
Przez chwilę atmosfera była napięta.
W końcu Renata zapytała:
— A dlaczego w ogóle zamknąłeś warsztat?
Marek przez moment milczał.
— Bo miałem dość.
— Czego?
— Pracy po dwanaście godzin. Klientów dzwoniących wieczorem. Ciągłego pilnowania kosztów. Tego, że weekendy przestały istnieć.
Piotr spojrzał na brata uważniej.
— Nigdy nie mówiłeś, że aż tak cię to męczy.
— Bo wszyscy widzieli tylko, że „mam swój biznes”.
Renata spuściła wzrok.
— Ja też tak mówiłam.
— Wiem.
— I teraz naprawdę ci lepiej?
— Tak.
To wyraźnie zmieniło ton rozmowy.
Kilka dni później Kamil zadzwonił do Marka sam.
— Wujek, mama powiedziała mi o warsztacie.
Marek przygotował się na kolejną trudną rozmowę.
Ale chłopak powiedział:
— Przepraszam. Myślałem, że ty już się zgodziłeś.
Marek zamilkł.
— Nie wiedziałem, że mama powiedziała ci to dopiero teraz — dodał Kamil.
— Czyli nie planowałeś po prostu wejść i zająć miejsca?
— Nie. Gdybym wiedział, że nie pytała, nawet bym tego nie rozważał.
Marek uśmiechnął się.
— To dobrze.
— Mogę cię za to zapytać o jedną rzecz?
— Jasne.
— Jak ty zaczynałeś?
Tego wieczoru rozmawiali prawie godzinę.
Nie o oddawaniu warsztatu.
O tym, jak znaleźć mały lokal, jak policzyć koszty, kiedy lepiej pracować u kogoś, a kiedy ryzykować własną działalność.
Kilka miesięcy później Kamil wynajął niewielkie pomieszczenie na obrzeżach miasta.
Marek pojechał je zobaczyć.
— Małe — powiedział Kamil.
— Mój pierwszy warsztat był jeszcze mniejszy.
— Serio?
— Serio.
Renata z czasem również przeprosiła.
Nie za to, że chciała pomóc synowi.
Za to, że cudzą przestrzeń potraktowała jak gotowy prezent.
Bo wsparcie można zaproponować.
Można poprosić.
Można negocjować.
Ale nawet w rodzinie nie wolno zaczynać od zdania:
„Od jutra będzie twoje”.
Zwłaszcza kiedy właściciel właśnie zamknął drzwi po raz ostatni.