Paweł przez chwilę patrzył na Magdę w milczeniu.
— Naprawdę firma zabiera mieszkanie?
— Nie „zabiera”. Umowa się kończy.
— I co dalej?
— Dostaniemy dodatek mieszkaniowy, ale lokal musimy znaleźć sami.
— Od kiedy o tym wiesz?
— Od dwóch tygodni.
— I nic mi nie powiedziałaś?
— Chciałam mieć najpierw konkrety. Nowe stanowisko, warunki, termin.
Paweł przetarł twarz dłonią.
— To świetnie. Po prostu świetnie. Tata jutro przyjeżdża.
Magda spojrzała na niego spokojnie.
— I właśnie dlatego takie decyzje podejmuje się razem.
— Nie miałem czasu. Wszystko wydarzyło się szybko.
— Rozumiem. Ale szybka sytuacja nadal nie daje ci prawa do przydzielania pokoju bez pytania.
Paweł odwrócił się do okna.
— On naprawdę nie powinien zostać sam.
— Zgadzam się.
— To co mamy zrobić?
— Znaleźć rozwiązanie.
— Czyli?
— Może mieszkanie z opieką na kilka tygodni. Może pobyt u twojej siostry. Może większe mieszkanie dla nas, jeśli oboje się na to zgodzimy.
Paweł spojrzał na nią.
— Czyli nie jesteś przeciwko temu, żeby tata mieszkał z nami?
— Jestem przeciwko temu, żebyś ogłaszał to jako fakt.
To go zatrzymało.
Po chwili usiadł.
— Myślałem, że skoro mamy wolny pokój, to…
— Właśnie. „Mamy”.
— No mamy.
— Nie. Korzystamy. To różnica.
Paweł zamilkł.
Magda usiadła naprzeciw niego.
— Wiesz, co mnie najbardziej zdenerwowało?
— Że nic ci nie powiedziałem?
— Że w ogóle nie przyszło ci do głowy, że mogę mieć coś do powiedzenia.
— To nie tak.
— A jak?
— Chciałem pomóc ojcu.
— Wiem.
— I spanikowałem.
Magda westchnęła.
— To rozumiem bardziej niż gotową decyzję.
Wieczorem Paweł zadzwonił do ojca.
Nie była to łatwa rozmowa.
— Tato, muszę coś odkręcić — powiedział.
Po chwili ciszy dodał:
— Nie możesz jutro przyjechać z rzeczami. To mieszkanie służbowe Magdy i umowa właśnie wygasa.
Starszy mężczyzna długo nic nie mówił.
W końcu odpowiedział:
— Synu, ja cię w ogóle nie prosiłem, żebyś organizował mi przeprowadzkę.
Paweł zamarł.
— Ale mówiłeś, że ciężko ci samemu.
— Mówiłem. To nie znaczy, że chciałem wprowadzić się do was od jutra.
Magda, słysząc to z drugiego pokoju, prawie się roześmiała.
Po rozmowie Paweł wyglądał na zawstydzonego.
— Wiesz, co powiedział?
— Słyszałam część.
— Że też poczuł się postawiony przed faktem.
Magda uniosła brwi.
— Czyli udało ci się zdecydować za nas oboje.
Paweł pokręcił głową i po raz pierwszy od początku kłótni się uśmiechnął.
— Chyba tak.
Następnego dnia pojechali do ojca razem.
Usiedli i naprawdę porozmawiali.
Okazało się, że starszy mężczyzna nie potrzebował stałego zamieszkania z nimi. Potrzebował pomocy przez kilka tygodni po zabiegu.
Ustalili więc grafik odwiedzin między Pawłem, jego siostrą i pomocą domową.
Tymczasem Magda i Paweł zaczęli szukać nowego mieszkania.
Tym razem wspólnie.
Po kilku tygodniach znaleźli mniejsze, ale wygodniejsze.
Nie było w nim „wolnego pokoju”, który można było komukolwiek przydzielać.
I paradoksalnie wyszło im to na dobre.
Pewnego wieczoru, już po przeprowadzce, Paweł powiedział:
— Chyba za bardzo przyzwyczaiłem się do myśli, że skoro gdzieś mieszkamy, to mogę traktować to jak własność.
Magda spojrzała na niego.
— I do myśli, że możesz decydować za oboje.
— To też.
— Najważniejsze, że już wiesz.
Paweł skinął głową.
Bo problemem nigdy nie był jego ojciec.
Problemem było słowo „będzie”.
Powiedziane bez pytania.
Bez zgody.
Jakby cudza przestrzeń i cudze życie były już częścią gotowego planu.